Złaz Przyjaźni 2003

Chociaż nasza drużyna uczestniczyła już w wielu imprezach harcerskich, to takiej imprezy jak tegoroczny „Złaz Przyjaźni” organizowany w dniach 13-15.06 przez 41 Wyszkowską DH „Watra” jeszcze nie było. Od samego początku pogoda nam dopisywała, więc wyruszyliśmy w swietnych humorach. Mimo tłoku w podmiejskim PKS-ie bezproblemowo dotarliśmy do Rybienka Leśnego, gdzie w pobliskim sklepie mięsnym czekała na nas biała koperta. Odebraliśmy tę „wiadomość na wagę złota” i zgodnie z załączoną do niej mapą, nie zważając na postękiwania i łamiący ból w plecach (niektórzy wzieli nawet lodówkę!!!) poszliśmy w stronę Koła. Gdy wreszcie dotarliśmy, zostaliśmy bardzo serdecznie przywitani przez sympatycznego druha Robercika i natychmiast zabraliśmy się do rozstawiania obozu. Następnie rozpoczęlismy przygotowania do „chorągiewek” – gry polegajacej na zabraniu choragiewek, rozstawionych wokół obozu przeciwnikom z innego podobozu i obronieniu swoich.

Zaczęło się pieknie. Punktualnie o 22.30 rozległy się trzy gwizdki rozpoczynające grę. Wtedy jeszcze nie wiedzielismy, jaką niespodziankę sprawi nam druh Sławek, znany powszechnie jako „Pokemon”. Przez pierwsze kilka godzin nic się nie działo i poszliśmy spać – wszyscy z wyjatkiem czteroosobowej warty, w tym Pokemona. Około godz. 00.30 usychający z nudów Pokemon postanowił się rozejrzeć czy nikt nie podkrada naszych choragiewek. Wziął więc latarkę i udał się w najbliższe krzaki. Minęło 15 min, 0.5h, 45min, 1 h, a Pokemon jak wyszedł tak nie wrócił. Zaniepokojone wartowniczki zbudziły kadrę, w tym bohaterskiego druha Myszosława, który natychmiast udał się na poszukiwanie. Gdy po godzinie dh. Myszosław wrócił z pustymi rękoma, wrażliwsza część naszej druzyny zaczęła panikować. Po zużyciu 5 paczek chusteczek higienicznych na ocieranie łez postanowilismy przeczekać do switu.

Gdy tylko sie przejaśniło, męski Myszosław znów wyruszył na łowy. Tym razem też bezowocnie. Znów rozpoczęło się zbiorowe szlochanie i cudem powstrzymaliśmy niektóre druhenki przed dzwonieniem do redakcji programu „Ktokolwiek widział,ktokolwiek wie”. O 6 rano choragiewki sie skonczyły i okazało się,że wszystkie drużyny miały jakąś zdobycz a my mielismy cztery straty: trzy choragiewki i Pokemona. Na szczęście pozostałe drużyny zachowały się bardzo humanitarnie i pomogły nam przeczesać las oraz okoliczne wsie. Po Pokemonie ani śladu…

Około ósmej rano zaczeliśmy bać się nie na żarty. Przez głowy przechodziły nam najstraszniejsze myśli i przypominały nam się wszystkie ostatnio obejrzane horrory. W przeciągu godziny pojawił się kolejny bohater – dh. Przemal swoim niezastąpionym „zielonym rydwanem” i dzięki niemu tuż przed 10 Pokemon został odnaleziony. Okazało się, że troszeczkę zabłądził i korzystając z okazji urządził sobie małą wycieczkę. Zwiedził calutki las, dwie miejscowości oraz napotkał niesłychaną ilość ciekawych zwierząt. Nie będę wam wszystkiego zdradzać, dowiecie się tego z książki pt. „Moja nocna przygoda” napisanej przez Pokemona – niebawem ukaże się w księgarniach:)))

Dalej złaz potoczył się już szybko. W sobotę dotarlismy do Świniotopu nad Liwcem gdzie bylo zgrupowanie złazu i resztę imprezy spędziliśmy w jednym wielkim obozie wraz z innymi drużynami. Sobotnie popołudnie wypełnione było zabawami w wodzie (przeciąganie liny, przechodzenie pod liną) i grami terenowymi. Wieczór upłynął przy dzwiękach gitary i ognisku. Druga noc była juz bardzo spokojna i na szczęście pozbawiona niepotrzebnych wrażeń, nie licząc wycieczek naszych druhenek do namiotu chłopców z „Watry”. Nad sytuacją panowała jednak nasza niezastapiona przyboczna Gosia i skutecznie przeganiała dziewczyny z powrotem.

Chociaż wszystko co dobre szybko sie kończy, jedno jest pewne – ten złaz na zawsze pozostanie w naszej pamięci.

Komentarze wyłączone

WordPress.org - wdrożenie: ACTIVENET - projektowanie stron internetowych - Warszawa, Marki (zapytań: 45, generowano: 0,550s)