Stowarzyszenie Marki-Pustelnik-Struga

Stowarzyszenie
Marki-Pustelnik-Struga
ul. Ząbkowska 64, 05-270 Marki

22 781 23 08,
501 550 416
tpaciorek@wp.pl

ROK 1943. 76. ROCZNICA TRAGICZNEJ HISTORII GARWOLIŃSKICH.

Tekst: Marian Ryszard Sawicki. Regionalista, pasjonat lokalnej historii, mieszkaniec Marek od pokoleń, członek Stowarzyszenia Marki-Pustelnik-Struga.

Sprawa tragicznego wydarzenia w gajówce Garwolińskich w końcu 1943 r. przewijała się w rozmowach rodzinnych, wspominając czasy wojny. Na podstawie zasłyszanych faktów opisałem przed laty na stronie mareckiego portalu internetowego zasłyszaną historię. Upływ czasu zweryfikował przebieg wydarzeń poszerzając wiedzę dot. Garwolińskich. Dobrze będzie więc powrócić do opisu w świetle poznanych aktualnie zdarzeń wzbogacając tym samym naszą marecką historię.

Przyznam, że zawsze lubiłem ten las, skrywający wiele  tajemnic ukrytych w ciekawej florze roślinnej i krajobrazie. Niepostrzeżenie maleńkie sosenki upływ czasu zmienił nie do poznania, dziś to już potężne drzewa ścianą nieprzebytych gąszczy zakryły miejsce nieistniejącej dziś gajówki i jej siedliska. Gwałtowne rozbudowy dróg ogarniające nasz kraj odcisnęły pozytywne piętno również tam, gdzie przy polnym trakcie zwanym „ulicą Dworkową” stała gajówka. W tym niegdyś cichym i odludnym miejscu budowana jest wygodna droga ,”przerzucona” ponad czynną już obwodnicą Marek okazałym wiaduktem. Wysokie przyczółki ziemne harmonijnie spięły w jedną całość drogową przeprawę, zbliżą Marki do Kobyłki, skrócą znacznie czas dojazdu do Wołomina. Teraźniejszość mająca pierwszeństwo nad biedną przeszłością usypała zgodnie z opracowanym projektem zwały ziemi zakrywając skutecznie już na zawsze miejsce gdzie niegdyś stała gajówka. Ale co przed wzrokiem ukryte niech w pamięci pozostanie. Zachowajmy więc wiedzę o gajówce i jej miejscu  pod zwałami usypanej ziemi zachodniego przyczółka.

Niemiecka fotografia lotnicza z 1940 r. Widoczna leśniczówka Garwolińskiego (czerwona strzałka). Obok wyraźnie widoczne pola uprawne. Po prawej stronie okopy rozbudowane w późniejszym okresie. W lewym górnym rogu wyraźnie widoczne prace ziemne do wykonania istniejącej do dziś drogowej „dziewiątki”  i nieistniejących już budynków koszarowych.

PRZEKAZ RODZINNY DOT. GARWOLIŃSKICH

Według przekazów od mojej mamy Czesławy i jej brata Ryszarda relacje mojej rodziny z Garwolińskimi były dość bliskie. Mój dziadek Kazimierz Więch znał gajowego Garwolińskiego, obaj byli żołnierzami w wojnie polsko-bolszewickiej 1920 r. Łączyła ich więc nić żołnierskiej solidarności, wspomnień i morze wspólnych tematów. Garwolińscy byli leśnikami wykonywali trudny i niebezpieczny wtedy zawód chroniąc las przed kłusownikami i złodziejami drewna, mocno rozpowszechnionym procederem tamtych czasów. Zawieszona na starym drzewie figurka Matki Bożej w pobliżu gajówki miał chronić leśników przed niebezpieczeństwem, a nawet utratą życia. Prowadzone prace leśne przy wyrębie, pracach melioracyjnych czy pozyskiwania torfu dawały zatrudnienie okolicznej ludności.

Rosyjski skrót leśniczówka oraz oznaczenie graficzne na mapie z 1914 r.

Garwolińscy udzielali się dla Marek. Ojciec gajowego Wojciech Garwoliński w latach dwudziestych należał do Rady Gminy Marki. Garwolińscy przekazali drzewo na wykonanie więźby dachu Domu Katolickiego budowanego społecznie w Markach, pod kierunkiem księdza proboszcza Teodora Jesionowskiego. Mój dziadek z poręczenia Garwolińskich wykonywał tam roboty ciesielskie. Do gajówki Garwolińskich dziadek Kazimierz chodził jak mawiano na „traczkę”. Przemierzał codziennie drogę do leśniczówki przez las z Pustelnika gdzie zamieszkiwał. Praca była ciężka i żmudna, wymagająca dokładności cierpliwości i siły. Polegała na ręcznym cięciu specjalną piłą ściętych drzew na deski i kantówki. Ciężkie, ścięte pnie umieszczano mozolnie na wysokich kobyłkach. Jeden tracz ciągnął piłę do siebie ku górze, drugi pod nim ku dołowi. Wprawdzie pojawiały się już tartaki mechaniczne, ale ten ręczny sposób obróbki drewna był jeszcze opłacalny i stosowany. W soboty po ciężkiej pracy dziadek Kazimierz zasiadał czasem z Garwolińskim Antonim przed gajówką do rozliczenia za wykonaną pracę. Czasem była i „ćwiarteczka” co ówczesnym zwyczajem świadczyło o zażyłości pomiędzy pracodawcą i pracownikiem. Opisana zażyłość pozwalała bliżej poznać wiedzę o rodzinie Garwolińskich i tajemnym procederze ukrywania Żydów. O tym dowiedziałem się w prowadzonych w rodzinie rozmowach. W obejściu siedliska znajdowały się pomieszczenia gospodarcze, ziemianki do przechowywania płodów czy też nieczynne trzy studnie o cembrowinie drewnianej. W pobliżu znajdowały się ziemne schrony wykonane przez budujących fortyfikacje okupantów. Umocnienia stanowiły dla Niemców rezerwowe zaplecze w razie bezpośredniego zagrożenia na kierunku Warszawy, które wystąpiło dopiero w lipcu, sierpniu i wrześniu 1944 r. Wcześniej niemieckie represje za ukrywanie Żydów systematycznie przybierały na sile. Jesienią 1943 r. wymordowano całą czteroosobową rodzinę Banaszków za ich ukrywanie. Sąsiedztwo linii obronnej biegnącej tuż przy leśniczówce stawało się coraz bardziej niewygodne i niebezpieczne. Coraz częściej pojawiali się tam Niemcy. Garwoliński zaczął się bać, a jako członek i głowa rodziny miał uzasadnione ku temu prawo. Za niedługo więc po zamordowaniu Banaszków postanowił pozbyć się Żydów z gajówki. Przy rozstaniu pomiędzy stronami powstały nieporozumienia oparte na wzajemnych zarzutach. Żydzi poczuli się pokrzywdzeni. Poszli na skargę do żydowskiej partyzantki czy jakiejś bandy rozbójniczej, których w owych czasach nie brakowało. 19 grudnia 1943 r. w późnym godzinach wieczornych za wydalenie z leśniczówki nastąpiła krwawa zemsta. Bandyci wtargnęli do gajówki zabijając wszystkich domowników:

Kazimierza lat 19 syna gajowego,

Halinę lat 41 żonę gajowego,

Wojciecha lat 73 ojca gajowego,

Marię lat  71 matkę gajowego.

Pamiętam to miejsce, gdy jako dzieciak chodziliśmy z rodzicami do lasuna spacery. Zbieraliśmy jeżyny, których tu było zatrzęsienie. Resztki gruzów wystających z piaszczystej ziemi, obok studnia o betonowych kręgach, ceglany fundament i resztki ścian to zapamiętany widok pozostałości po leśniczówce. Później z chłopakami po leśne runo i grzyby zapuszczaliśmy się tam często już sami.

ŚLADY LEŚNICZÓWKI ZACHOWANE W ZIEMI

Badania archeologiczne terenu leśniczówki stwierdziły istnienie dwóch gajówek, co zgadza się to z udokumentowaną marecką przeszłością. Według pomiarów z 1805 r.  Marki posiadały 55 gospodarstw, wójtostwo, karczmę, trzyklasową szkołę, plac przeznaczony pod osadę gajowego, a w 1820 r. na rosyjskiej mapie zaznaczona jest już gajówka należąca administracyjnie do Marek. Położona wśród mokradeł posiadała rzut prostokąta o wymiarach 6,5 m x 3,6 m lekko podpiwniczony konstrukcji słupowej. Rozmiary obiektu 23,4 m2 oraz jego dość skomplikowana konstrukcja świadczy o wyjątkowości budowli czyniąc w tym rejonie ważnym obiektem. Upływ czasu wyeksploatował próchniejący budynek zapewne nie nadający się już do naprawy. Postanowiono zastąpić w początkach ubiegłego wieku nowym budynkiem niedaleko starego obiektu. Był on już znacznie większy, posiadał kształt prostokąta o wymiarach 8,8 m x 4,8 m dając powierzchnię 42,24 m2 o rozkładzie: jedno pomieszczenie o wymiarach 5 m x 4,4 m=22 m2 pomieszczenie drugie 3,4 m x 4,4 m=15 m2 i sień 2,4 m x 2,3 m=5,5 m2. Na zewnątrz zlokalizowano cztery studnie (trzy z cembrowiną drewnianą jedna z kręgów betonowych) świadczy o postępujący proces próchnienia drewnianych cembrowin i postępujące znaczne obniżania się lustra wody. Zmuszało to użytkowników do porzucenia starej wysychającej studni i kopaniu nowej już głębszej. Na dnie ostatniej betonowej studni znaleziono flakonik po perfumach. Zapewne wypadł z ręki nierozważnej, przebywającej przy studni damie. Po leśniczówce ziemia zachowała też potłuczone kafle proste, świadczące o tym, że zimą ogrzewano się piecem kaflowym. Pozostały też garnki kubki, fragmenty talerza porcelanowego z czerwoną sygnaturą monogramem „AF Szuman Gorodmica”. Naczynia tej firmy używane były w domach niezbyt zamożnych, a wymieniony zakład działał do połowy XIX wieku.

Zachowany znak firmowy fabryki porcelany
Fragmenty takiej lampy znaleziono w miejscu leśniczówki

Odnaleziono też fragmenty monet, fajerek, łyżkę aluminiową, skobel, motykę, podkowy i owalną tabliczkę rejestracyjną dorożki z numerem 2266 i datą 1935. Fragmenty kieliszków, butelek i chochlę do czerpania zupy. Była też gliniana patelnia jakich dawniej powszechnie używano, garnki, misy, doniczki kwiatowe i wiele innych rzeczy ogólnikowo to, co było używane w ówczesnych gospodarstwach domowych. W obejściu gajówki znajdowały się cztery budynki gospodarcze oraz ziemianki do przechowywania płodów rolnych. Nowa leśniczówka usytuowana była blisko ul. Dworkowej z wyjazdem bramowym na ulicę szer. 3,8 m. W pobliżu gajówki przebiegała wybudowana przez Niemców linia obronna przedmoście Warszawy z czasów I wojny światowej. Od początku okupacji w II wojnie Niemcy systematycznie ją rozbudowywali. Tuż przy gajówce biegł zygzakowaty rów strzelecki z pojedynczymi i podwójnymi dołami strzeleckimi, dwa rowy łącznikowe i kilkanaście ziemianek dla strzelców do składowania amunicji, broni i żywności.

Przykład przyokopowych ziemianek znajdujących się przy leśniczówce. Służyły do przechowywania żywności, amunicji i schronów dla żołnierzy.

Zarejestrowano 3 transzeje, okop główny, odchodzące od niego w kierunku zachodnim dwie transzeje łącznikowe oddalone od siebie o ok.150 metrów dwie latryny wojskowe. Znalezione między innymi łuski i naboje Manlicher oraz innych typów, drewniane skrzynki z amunicją, maski przeciwgazowe produkcji radzieckiej, a będące na wyposażeniu od 1938 roku przez wojska węgierskie potwierdzają przebywanie tu w 1944 r. 1 dywizji Kawalerii Huzarów Węgierskich. Znana była ich przyjazna postawa wobec ludności polskiej. Odważnie też odmówili Niemcom wzięcia udziału w tłumieniu powstania Warszawskiego.

 Maska przeciwgazowa produkcji radzieckiej wzór ShM1 z 1938 r. będąca na wyposażeniu wojsk węgierskich.
Fragment twarzowy maski  znaleziony w pobliżu leśniczówki z zaznaczeniem SzM1/ShMt.

PRZYCZYNY  ZBRODNI

Zebrane materiały dotyczące leśniczówki pozwalają określić gdzie zlokalizowana była leśniczówka, jak żyli jej mieszkańcy i jakie mogły się pojawić zagrożenia od miejscowej ludności czy z powodu ulokowanej w pobliżu linii umocnień militarnych. Ojciec gajowego Wojciech leśnik w lasach nieporęckich w latach dwudziestych ub. wieku po zasiedleniu leśniczówki był radnym gminy Marki. Garwolińscy dostarczali budulec na budowę Domu Katolickiego w Markach, pomagali przy jego wznoszeniu. Z ramienia nadleśnictwa byli pracodawcami przy leśnych robotach. Z racji pełnionej funkcji gajowego wykonywali niewdzięczną dla niektórych rolę strażników leśnych. Jak wykazują badania archeologiczne w obejściu siedliska leśniczówki miejsc do ukrycia nie brakowało. Były piwniczki, ziemianki, trzy nieczynne studnie, zabudowania gospodarcze typu stodółka, obórka. Upłynęło dużo czasu, opatrzność dziejowa po raz być może ostatni rzuca światło na tragedię rodzinną Garwolińskich. Czy wiadukt w miejscu leśniczówki zakryje i unicestwi zapomnieniem tragedię rodziny leśnika z Żydami w tle? A może stanie się odwrotnie i stanowić będzie prawdę o skrajnych, ale sporadycznie zdarzających się postaw żyjących przez stulecia obok siebie obu nacji kulturowych.

RELACJA JEDYNEGO ŚWIADKA WYDARZEŃ PANI HALINY SKÓRY (fragmenty)

„Urodziłam się w roku 1933 w Warszawie. Po wybuchu wojny przenieśliśmy się do letniego domku we wsi Maciołki. Gdzie wydawało nam się, że będzie bezpieczniej. Dobrze znałam rodzinę Garwolińskich, byłam z nimi spokrewniona. Leśniczówka Garwolińskich stała na skraju lasu przy drodze z Zieleńca do Kobyłki ok. dwóch kilometrów od mojego miejsca zamieszkania. Było to odludna, ale cicha okolica wokoło tylko las i pola. Zamieszkiwali w niej chyba od roku 1918 gajowy Garwoliński Antoni z żoną Heleną, synem Kazimierzem, córką Janiną, ojcem Wojciechem oraz matką Marią. Garwolińscy z dziada pradziada byli rodziną leśników. Syn Antoni przejął od zaawansowanego wiekowo ojca Wojciecha obowiązki gajowego. Leśniczówka, w której zamieszkiwali była budynkiem drewnianym z dużym gankiem zwróconym na ulicę Dworkową. Wewnątrz były trzy pokoje, chyba kuchnia, a przy wejściu na prawo alkierzyk. Za leśniczówką duża stodoła, a naprzeciw obora. Na terenach przyleśnych Garwolińscy wypasali krowy, na polach przynależnych do leśniczówki uprawiali zboże, kartofle, buraki. W obejściu hodowali prosięta i ptactwo domowe. Siedlisko ogrodzone było parkanem, a dalej był sad owocowy i furtka na tyłach posesji z wyjściem do lasu. Leśniczówka należała do nadleśnictwa Drewnica zaś administracyjnie do Marek. Pamiętam, że wokół leśniczówki wyrastały potężne dęby i sosny. Na jednej z nich na skrzyżowaniu dróg umieszczona była figurka Matki Bożej jako votum pamięci pomordowanych w tej okolicy leśników i chronienia życia tym, którzy aktualnie pełnili obowiązki gajowych. Według krążących opowiadań w tamtych czasach leśnicy ochraniający las przed kradzieżami często płacili życiem, tak też było w tej okolicy. Gajowy Garwoliński również miał problemy z okolicznymi mieszkańcami z powodu zbyt gorliwej, ich zdaniem, ochroną lasu. Groźby nienawiści dochodziły do uszu gajowego, dlatego też syn leśniczego, Kazik, chcąc załatwić sprawy czy idąc do sklepu w Markach czy Pustelniku musiał przechodzić przez Zieleniec nie inaczej jak tylko z dużym pistoletem u boku żeby wszyscy widzieli. Rola gajowego Antoniego była bardzo trudna, niczym pomiędzy przysłowiowym młotem i kowadłem. Okoliczna ludność z panującej wszędzie biedy, nocami podkradała drzewo z lasu i powiązane w pęczki nosiła do Warszawy na sprzedaż. Niemcy, aktualni gospodarze lasu, liczyli drzewostan i sprawdzali z asygnatami sprzedaży. Gdyby się Garwolińskiemu nie zgadzało to obóz koncentracyjny miałby zapewniony.

Jakoś z początkiem grudnia gajowemu Garwolińskiemu w czasie obchodu samoczynnie wypaliła fuzja. Rana w nodze okazała się na tyle poważna, że został przewieziony do szpitala w Warszawie. W dniu 19 grudnia 1943 roku, tuż przed świętami Bożego Narodzenia w jednym z obszerniejszych domów wioski Maciołki corocznym zwyczajem wystawiano jasełkę. Było to wcześniej przygotowywane przedstawienie, w którym aktorami były dzieci. Dla okolicznych mieszkańców jasełka to ważne wydarzenie wnoszące już nastrój zbliżających się świąt Bożego Narodzenia. Więc w niedzielny wieczór wybrała się też tam córka Garwolińskiego Jasia z kolegą. Gdy wracała po jasełce późnym wieczorem do domu przy furtce spotkała dwóch osobników, którzy w ordynarny sposób powiedzieli jej, że nie zostanie wpuszczona do domu i niech ucieka jak najdalej i to szybko. Panująca ciemność nie pozwoliła na ich rozpoznanie więc przybiegła wystraszona do pierwszych zabudowań Maciołek opowiadając co zaszło. Wiadomość lotem błyskawicy rozeszła się po wiosce, ludzie co pierwsi udali się do leśniczówki i przynieśli straszne wieści. Nad ranem i ja z ciekawości wymknęłam się za ojcem do leśniczówki. Szliśmy najkrótszą drogą przez pola. Gdy tam doszliśmy wokół panowała cisza, drzwi leśniczówki otwarte na oścież. Weszliśmy, było strasznie, na prawo w alkierzu leżała…” (ze względu na drastyczny opis pomijamy ten fragment relacji).

Czy była Pani na pogrzebie? „Garwolińskich pochowano na cmentarzu w Markach, nie byłam na pogrzebie, bałam się, gdyż trumny niesiono drogą przez Zieleniec, innej drogi do cmentarza nie było, a właśnie tam przed pogrzebem niektórzy mieszkańcy odgrażali się, że przez Zieleniec nie przepuszczą konduktu, a trumny z nieboszczykami powywracają i rozbiją. Taka tam panowała nienawiść do Garwolińskich. Podobno żandarmeria z Radzymina wszczęła dochodzenie lecz nikomu nic nie udowodniono. A dziś lepiej będzie jak już tak zostanie, mówi pani Halina. Żyją jeszcze rodziny i z takich pomówień mogą na tym niewinnie cierpieć, więc po co to komu potrzebne? – kończy z widocznym wyrazem nie powracania już do tej sprawy pani Halina. A co z leśniczówką? Antoni Garwoliński próbował tam zamieszkać, ale w obliczu tej tragedii nie potrafił, za niedługo opuścił gajówkę.

Innych chętnych do zasiedlenia nie znaleziono. Czasem pojawiali się tam jakieś typy i nocami pędzili bimber. Zaprószyli zapewne ogień i w jakieś dwa lata po tragedii opuszczona leśniczówka spłonęła.  15-09-2018 r.

RELACJA ZDARZENIA POLICJANTA TZW. WTYCZKI „AK”

Meldunek referatu bezpieczeństwa Placówki Kobyłka „Dębina” dotyczący napadu na rodzinę gajowego Garwolińskiego.

 Mp. 29.12.43

W sprawie napadu na rodzinę Garwolińskiego zam. W gajówce k/Marek podczas nieobecności G. [arwolińskiego],który przebywał w szpitalu w W-wie skutek postrzelenia się w lewe udo? Wiktor [ppor. Karol Sokołowski, Wiktor] Prowadził interesy z Żydami i podobno przechowywał ich w jednym z bunkrów, do czasu wydania surowego zarządzenia zabraniającego to wówczas [garwoliński] zmienił się zupełnie i nie chciał ich utrzymywać, ani mało tego nie chciał im zwrócić pewnych wartościowych rzeczy jak np. futer damskich, które miał w przechowaniu czy też jako ekwiwalent za dotychczasową opiekę. Ponieważ wspomniane futro i inne rzeczy zostały przez zbrodniarzy zabrane, a 4 osoby rodziny zamordowano z wyjątkiem 14 – 15 letniej córki. Wiktor ma wrażenie, że w tym wypadku do zwykłego rabunku doszedł jeszcze akt zemsty, który tylko ze strony Żydów mógł przerodzić się w dzikie mordowanie dwojga staruszków rodziców G, w wieku lat 73 i 71 żony jego lat 41 i syna[?]

Słomka referował meldunek L.31 [ Adam Kaska - Leśniewski]

[dopisano na czerwono odręcznym, innym charakterem pisma]

Źródło: Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej, fotokopia w zbiorach Jarosława Stryjka

 

ANTONI GARWOLIŃSKI – BIOGRAFIA

(Wg opisu sporządzonego własnoręcznie)

Urodziłem się dnia 20 lipca 1902 roku we wsi Nieporęt gmina Nieporęt powiatu Warszawskiego. W roku 1912 zacząłem chodzić do szkoły powszechnej w Strudze Gm. Brudno. Do tej szkoły uczęszczałem do roku 1914 następnie w roku 1917 uczęszczałem do szkoły powszechnej we wsi Stanisławów. W roku 1920 podczas najazdu Bolszewickiego służyłem w 41 0.0 przez osiem miesięcy. Po powrocie z wojska pracowałem przy rodzicach. W roku 1922 zostałem wzięty do wojska z poboru do Pierwszego Pułku Szwalożerów gdzie przesłużyłem do 1924 roku. Po odsłużeniu przepisowego czasu powróciłem do domu i zostałem przyjęty jako wyrębowy do Leśnictwa Horowa Góra Nadleśnictwa Warszawa Drewnica skąd przeniesiony do Leśnictwa Sokołów jako Gajowy gdzie dotychczas służę.

Podpis Antoni Garwoliński

 

PODANIE

Antoniego Garwolińskiego Wyrębowego Leśnictwa Horowa Góra w Nadleśnictwie Warszawa Drewnica urodzony w 1902r. w Nieporęcie powiat Warszawski.

Niniejszym mam zaszczyt prosić o udzielenie mi pracy gajowego w Leśnictwie Sokołów.

Ukończyłem 3 klasy szkoły miejskiej w Warszawie następnie byłem pełnomocnikiem Dok nieporęckich skąd wstąpiłem jako ochotnik do Wojska Polskiego gdzie przesłużyłem 2i ? lat. Liczny udział w bitwach  lekko ranny. Zdemobilizowany dnia 27 XI-24 r. uzyskałem w dniu 5 grudnia 1924r.

Dalej zrębowy w L-Horowa Góra gdzie przebywałem dotychczas. Załączam cztery załączniki służby w L-Horowa Góra.

Drewnica 28-IV-25r.

Czytelny Podpis

Antoni Garwoliński

 

OPINIA ANTONIEGO GARWOLIŃSKIEGO LEŚNICWTWO HOROWA GÓRA

E Antoni Garwoliński dozorca zrębowy

L-Horowa Góra podczas całej służby w powierzonym mu leśnictwie obowiązki swoje wypełniał wzorowo

Horowa Góra 28-VI-1925r.

Leśniczy podpis nieczytelny

 

DOKUMENT PŁACOWY

Nadleśnictwo Drewnica Gajowy 1-6-1925 do 31-7-1928 r.

Nadleśnictwo Drewnica dozorca leśny 60zł/mieś.

Kontrakt -I -XII-1936 r.

Nadleśnictwo Drewnica gajowy 15 gr-

Kontrakt- I-XII-1936 r.

 

ŚWIADECTWO ŚLUBU

Antoniego lat 23 z ojca Wojciecha matki Marianny z domu Chmielów i Helena Teofila Jędrzejewska mająca lat 23 z ojca

Józefa matki Franciszki z domu Kostrzewa na zawarcie związku małżeńskiego dnia 31-05-1925 r.

 

DO DYREKCJI LASÓW PAŃSTWOWYCH W WARSZAWIE

Pieczęć z podpisem

Odp. Na Zn 08.011

Z dn. 29 IX 1936

W załączniku Nadleśnictwa przedkładam dwie umowy po podpisaniu ich przez dozorców leśnych Antoniego Garwolińskiego i Stefana Wojtczaka i ośmielam się prosić Dyrekcję o zwiększenie ilości opału wskazanym dozorcom do norm przewidzianych dla gajowych , ponieważ zajmują oni lokale w domach skarbowych i taka minimalna ilość opału ujemnie odbija się na konserwacji budynków Nadleśnictwa. Kubatura mieszkaniowa Garwolińskiego wynosi 103,62 m/3 zaś Stefana Wojtczaka78,24 m/3

Nadleśniczy

Podpis nieczytelny

Lata dwudzieste ub. wieku. Członkowie Rady Gminy Marki na tle gminnej siedziby mieszczącej się w jednej z Mareckich kamienic. Pierwszy od lewej stoi Wojciech Garwoliński,  zamordowany w leśniczówce, ojciec gajowego Antoniego.

Życie rodziny Garwolińskich w zawodzie leśnika było twarde wymagające życiowego hartu. Usytuowana gajówka na skraju lasu przy ul. Dworkowej z dala od skupisk ludzkich żyła własnym życiem z nałożonymi obowiązkami każdemu członkowi rodziny. Pensja gajowego 60 zł/mies. + 15 groszowy dodatek nie pozwalała na utrzymanie się gajowego jego i rodziny na elementarnym poziomie, gdyż kg produktów kosztował, np.: cukier 1 zł, chleb 32 gr, mąka 45 gr, masło 3 zł 60 gr, kiełbasa zwykła 2 zł. Pensja podobnych służb mundurowych jak posterunkowego 145 zł, kaprala w wojsku 150 zł.

Niezbędne uzupełnienie budżetu rodzina zmuszona była sobie wypracować. W zagrodzie gajówki utrzymywano mleczne krówki w chlewie prosiaki na podwórzu drób. Przyległe do gajówki grunty przeznaczono do uprawy ziemniaków, paszy itp. Leżący najbliżej gajówki ogród zaopatrywał mieszkańców w warzywa, a w owoce w zależności od urodzaju. Dodatkowy dochód gajówki stanowiły wykonywane na miejscu prace związane z obróbką drewna na deski i kantówki. Załatwianie spraw urzędowych w urzędzie w Markach, Nadleśnictwie Drewnica czy zaopatrzenie w niezbędne artykuły w sklepie zawsze wymagało dalekiej pieszej wędrówki. Podziwiać należy ojca gajowego Wojciecha pełniącego w latach dwudziestych funkcję mareckiego radnego. Podążał bezdrożami na zebrania o każdej porze roku do Briggsowskich kamienic, gdzie znajdował się ówczesny markowski urząd.

W czasie zagrożenia Ojczyzny Antoni Garwoliński w młodości zgłosił się ochotniczo do obrony Polski przed najazdem Bolszewickim w 1920 r., brał bezpośrednio udział w walkach, był kilkakrotnie ranny. W pracy zawodowej w Nadleśnictwie wywiązywał się wzorowo o czym świadczy służbowe przyznanie Garwolińskiemu gajówki z pozwoleniem do korzystania z przyległego gospodarstwa. Potwierdzenie wzorowej pracy odnotowane jest w dokumencie Nadleśnictwie Horowa Góra z 1925 r.

Tragedia jaka obciążyła sumienie Antoniego Garwolińskiego odcisnęła druzgocące piętno w jego dalszym życiu. Nie potrafił dalej mieszkać w gajówce, opuścił ją niebawem. Chętnych do jej zasiedlenia nie znaleziono. Opuszczony pustostan gajówki stanowił lokum dla zjawiających  się tam bimbrowników,  spłonęła niebawem przez prawdopodobne zaprószenie przez nich ognia. Czas leczy rany, Antoni dźwignął się z nieszczęścia, zamieszkał w Zielonce, założył nową rodzinę, do końca  pozostał pracownikiem Nadleśnictwa Drewnica. Widywaliśmy go czasem przy obchodach lasu, ubrany w sfatygowany mundur leśnika, czasem siadał w cieniu drzew odpoczywając w gorący letni dzień.

Grób rodziny Garwolińskich. Cmentarz parafialny przy ul. Ks. Bpa Wł. Bandurskiego w Markach. 

Pamiętam jego ogorzałą, czerstwą, okrągłą twarz, twarz pokrytą bruzdami noszącą ślad dawno już przeżytej tragedii, zapatrzony w dal wzrok nie reagował na przechodzące osoby, myśli jego błądziły gdzieś daleko. Był chyba najbardziej dotknięty rodzinną tragedią. Oni spoczęli we wspólnej mogile w ciszy wiecznego spokoju. Jemu przyszło żyć nadal dźwigając brzemię popełnionego błędu życiowego przeznaczenia.

 Tekst: M. Ryszard Sawicki

 

Za okazaną pomoc i współpracę dziękuję:

Pani Halinie Kur,

Tomkowi Paciorkowi,

Pawłowi Gajzlerowi,

Wiesławowi Nowakowi,

Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad Oddz. Warszawa,

Dyrekcji Nadleśnictwa Drewnica.

URZĄD MIASTA MARKI NA PODSTAWIE POSIADANYCH DOKUMENTÓW ZWRÓCIŁ SIĘ DO STAROSTWA POWIATU WOŁOMIŃSKIEGO O NADANIE NAZWY BUDOWANEGO WIADUKTU Z MAREK DO KOBYŁKI „IMIENIEM  RODZINY GARWOLIŃSKICH”.

 

Galeria

Komentarze: 1

  1. modern pisze:

    Rewelacyjny artykuł. Bardzo dziękuje Panu za dokładny opis tej historii. Od urodzenia (1981 r.) mieszkam w Pustelniku. Jestem związany z Markami sentymentem. Las marecki skrywa wiele ciekawych historii. Nigdzie nie mogę znaleźć historii dotyczącej drogi rokadowej „dziewiątki” czy też pięknego rezerwatu „Horowe Bagno”, które niegdyś było kopalnią torfu podobno.

Zastrzeżenie
Opinie publikowane na łamach Portalu Społeczności Marek są prywatnymi opiniami piszących – redakcja Portalu nie ponosi za nie żadnej odpowiedzialności.
Osoby publikujące w artykułach lub zamieszczające w komentarzach wypowiedzi naruszające prawo mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

WordPress.org - wdrożenie: ACTIVENET - projektowanie stron internetowych - Warszawa, Marki (zapytań: 64, generowano: 0,607s)