Towarzystwo Przyjaciół Marek
Linki:TPM - wpisy:
tpm.marki.net.plCele TPM i sposoby ich realizacjiZarząd i Członkowie TPMStatut Stowarzyszenia TPMInstytucje i firmy wspierająceKalendarium wydarzeń
Kontakt:
Towarzystwo
Przyjaciół Marek
ul. Piłsudskiego 95
05-270 Marki
NIP: 1251522883
tpm@marki.net.pl
Wszystkich zainteresowanych włączaniem się w działalność Towarzystwa serdecznie zapraszamy do współpracy.
Ryszard Sawicki: Tradycja Wszystkich Świętych ? “Zapalmy światło” cz.II
NIEWYJAŚNIONA DO KOŃCA WOJENNA ZAGADKA ? MOGIŁA CHŁOPCÓW W LESIE MARECKIM
U podnóża wzniesienia, stała keidyś widziana z dużej odległości zbudowana z drewnianych słupów wysoka wieża triangulacyjna potocznie nazywana “obserwatorem”. Służyła geodetom do sporządzania map i dokładnych pomiarów geodezyjnych. Chodziliśmy tam z chłopakami by po drewnianych balach wdrapywać się do góry i dalej już po drabinie dotrzeć do wysoko umieszczonej platformy z ławeczką i stolikiem. Z dużym zaciekawieniem chłonęliśmy z podniebnej wysokości widok na prawie całe Marki. W niewielkiej odległości od wieży, w miejscu gdzie wzgórze obniża się łagodnym stokiem w stronę fortowej szosy, stał drewniany krzyż. Widoczny był nawet z szosy gdyż w tym miejscu las istniał tylko z nazwy. W rzeczywistości na skutek nadmiernego wyrębu w latach wojny i pozyskiwaniu drewna przez ludność do celów handlowych, lasu praktycznie w tym miejscu nie było. Jedynie młode sadzonki, wątłym wymiarem dawały nadzieję że kiedyś las tu powróci. Cierpliwie z każdym rokiem małe sosenki coraz bardziej zakrywały oblicze drewnianego krzyża, kierując ku niebu strzeliste wierzchołki przyszłej sosnowej potęgi, wątłe niegdyś gałązki szeroko rozpychały się na boki skutecznie maskując otoczenie.
A co z krzyżem? – pomyślałem gdy po latach spacerowałem w pobliżu. Odnaleźć go nie było tak łatwo jak niegdyś. Sosnowy młody las dezorientował, fałszując przestrzeń i odległość. W końcu udało się, znalazłem! Ujrzałem jednak istotną zmianę, w miejscu drewnianego krzyża stał krzyż kamienny z nagrobna płytą na której wyryto imiona i nazwiska trzech młodych chłopców:
…………………………………………………………………………………………………………
Bracia: JERZY lat 14, OLEŚ lat 11 SADLIKI.
…………………………………………………………………………………………………………
JANUSZ KUBA lat 13 GRYKOW
…………………………………………………………………………………………………………
Skąd pochodzili i co zrobili, że utracili swoje młode życie? W rozmowie ze spotkanym panem leśniczym, młodym, energicznym i jak się wydaje dobrym gospodarzem leśnych dóbr usłyszałem, co następuje: “na obszarze tego sektora leśnego pod koniec II wojny światowej stacjonowały wojska węgierskie. Wojowali wspólnie z Niemcami, a że do wojaczki nie mieli zbytniej ochoty, więc gdy opuszczali to miejsce pozostawili duże ilości niedbale ukrytej amunicji artyleryjskiej, strzeleckiej i.t.p.”
To by się zgadzało, my z chłopakami przychodziliśmy wygrzebywać w tej okolicy amunicję.
“No więc ci chłopcy” – ciągnął dalej leśniczy ? “ciekawi poszukiwacze przygód i ‘wytrawni’ znawcy saperskich tajemnic znaleźli zardzewiałą śmierć niestety dla siebie. Więcej szczegółów nie znamy i tylko samotna mogiła na stoku góry mareckiego lasu jest dowodem tego tragicznego wydarzenia.”
Tu Szanownym Czytelnikom należy się moje wyjaśnienie. Powyższy tekst pisany w ubiegłym roku z przyczyn techniczno ? organizacyjnych nie ukazał się na stronie mareckiego portalu internetowego. Może nawet dobrze gdyż w/w mogiła jakby szerzej uchyliła rąbka tajemnicy.
Otóż dotarłem do Pana Sadlika ? brata poszkodowanych chłopców.
“Ten nieszczęśliwy i tragiczny wypadek” ? mówił mi p. Sadlik ? “nastąpił nie tu lecz w okolicach wsi Ciemne niedaleko Radzymina. Po niewypały szedłem razem z braćmi miałem wtedy chyba siedem lat. Było to wczesną wiosną, pamiętam że dzień był wietrzny i szczęśliwie jak to dzisiaj oceniam, podmuch wiatru zasypał mi oczy, zapłakany wracając do domu usłyszałem donośny huk. Co się stało wiadomo. Chłopców pochowano razem na cmentarzu w Radzyminie.”
Po kilkunastu latach postanowiono przenieść szczątki do rodzinnych grobowców. A co zrobić z pierwotnie wykonaną płytą , zastanawiano się. I wtedy ciotka z Gryków powiedziała: “płyta ładna, szkoda ot tak wyrzucać, zawieźmy ją tam gdzie pod stokiem góry wśród lasu leży mój ukochany Henio.”
Młody chłopak mieszkał przy ulicy Cichej należał do AK. 30 lipca 1944 roku jak się zaczęło w markach powstanie to on pożegnał się z matka i poszedł, miał do wykonania jakiś rozkaz.
Odchodząc chyba coś przeczuwał, uporządkował wszystkie swoje rzeczy, porosił żeby dbano o jego psa do którego bardzo był przywiązany, po czym wyszedł i wszelki słuch o nim zaginął.
Długo szukała go matka poświęcając czas i wysiłek. Wypytywała, sprawdzała
aż w końcu znalazła przysypanego w leśnym dole. Poległ podobno w starciu z Niemcami gdy tamci prowadzili w stronę Kruczka pochwyconych ludzi – jak się później okazało na egzekucję.
Gdy więc czasem wypadnie ci iść leśnym stokiem i napotkasz dobrze jeszcze widoczną mogiłę trzech braci wiedz że to nie miejsce ich ostatecznego spoczynku lecz młodego partyzanta HENRYKA ANTCZAKA pseudonim “WIL”.
Zapal mu światło.
P.s.
Chcąc sprawdzić opowieść przedstawionej historii wybrałem się z Panem Sadlikiem na Radzymiński cmentarz i stwierdzam że rzeczywiście znajduje się tam mogiła tragicznie zmarłych braci, Jerzego i Olesia Sadlików oraz osobna Kuby Grykowa.
Zapamiętany szczegół utkwił w pamięci ? z ceramicznej fotografii patrzyła na mnie ładna twarzyczka młodego chłopca.
Powyższą historię potwierdziły mieszkające w Radzyminie siostry ofiary tragedii Kuby Grykowa.
Myślę że jeśli rzeczywiście spoczywa tam stoku w Mareckim lesie młody partyzant to należy mu się godny chrześcijański pochówek. Na to niestety brak jednoznacznych dowodów, ci co mogli coś więcej powiedzieć a więc matka i ciotki już nie żyją.
Może wiec ktoś zna nowe szczegóły dotyczące tej sprawy?
[ciąg dalszy na następnych stronach]
<< Poprzednia strona <<>> Następna Strona >>
Komentarze
ehhh zblizajece sie swieta chyba w tym roku nie bede przyjemne zostawmy swieczke naszemu koledze Przemkowi [*][*][*] spoczywaj w pokoju…. kiedys wszyscy sie spotkamy :(( [*] na zawsze w naszych sercach P.M :(((((