Towarzystwo Przyjaciół Marek
Linki:TPM - wpisy:
tpm.marki.net.plCele TPM i sposoby ich realizacjiZarząd i Członkowie TPMStatut Stowarzyszenia TPMInstytucje i firmy wspierająceKalendarium wydarzeń
Kontakt:
Towarzystwo
Przyjaciół Marek
ul. Piłsudskiego 95
05-270 Marki
NIP: 1251522883
tpm@marki.net.pl
Wszystkich zainteresowanych włączaniem się w działalność Towarzystwa serdecznie zapraszamy do współpracy.
Ryszard Sawicki: Tradycja Wszystkich Świętych ? “Zapalmy światło” cz.II
Ponownie wkraczamy w okres strojnie ubranej w przebogatą szatę kolorowych liści jesieni. Wkrótce dżdżyste deszcze, wspomagane chłodnymi podmuchami wiatru odbiorą nam malowane kolorami piękno, pokrywając ziemię dywanami brunatnej szarości w oprawie jesiennego smutku. Zbliża się pierwszy listopada, polska tradycja nakazuje wybrać się w tym czasie na cmentarze.
Szeleszczą pod stopami liściaste kobierce, przystajemy w zadumie, przywołujemy z pamięci wspomnienia. Smutna cisza wpleciona w rzędy kamiennych napisów przenika naszą świadomość cmentarną powagą, dociera do nas nieprzyjemnie zimna, niechciana prawda. Krąg naszych bliskich jak tez osób nieznanych, którzy z różnych przyczyn losu przeszli na tamtą stronę, powiększa się zwolna – a przecież jeszcze nie tak dawno…
Niepojętą do końca tajemnicę odejścia rozjaśniamy zapalonym światłem. Migocący płomyk wpleciony w tło modlitewnych myśli wytwarza jakąś niewidzialną nić łączącą nas z tamtym światem. I właściwie to wszystko co możemy dla nich zrobić w tym wydawałoby się potężnym a jednak przemijającym i kruchym świecie.
MARECKIE CMENTARZE
Na terenie Marek funkcjonują dwa cmentarze: od 1917 r. w Markach i od połowy lat pięćdziesiątych w Strudze. W latach międzywojennych działały tez m.in. dwa cmentarze ewangelicke – jeden z nich poza granicą administrowania Marek, w okolicach Mańki Wojdy. Ponadto należy przypomnieć o nieistniejących już dwu cmentarzach żołnierzy Armii Czerwonej poległych w ostatniej wojnie w Markach i pobliskich okolicach. Pierwszy cmentarz znajdował się “przy szosie” na początku kasztanowej alei przy wjeździe do “Czerwonego Dworu”, obecnie zakład “Jutrzenka” prowadzony przez zgromadzenie zakonne Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi. Drugi cmentarz utworzyli Rosjanie na rogu ul. Piłsudskiego i Pomnikowej (na początku dawnej czerwonej drogi prowadzącej do szkoły podstawowej nr. 3). W 1948 roku cmentarze rosyjskie zlikwidowano przenosząc szczątki poległych na utworzony centralny cmentarz żołnierzy Armii Radzieckiej w Warszawie przy ul Zwirki i Wigóry. Po II wojnie światowej Marki znaczone były licznymi grobami wprost na prywatnych posesjach. Ludność pomordowaną w zemście przez przegrywających wojnę Niemców w ostatniej fazie wojny chowano po prostu na podwórkach, gdyż nie było innych możliwości. Tak pochowano zastrzeloną dwudziestoletnią mieszkankę Rozciszewa Genowefę Kostrzewę, dwudziestojednoletniego mieszkańca Zieleńca Janka Świderskiego, czy 44-letniego mieszkańca Strugi Karola Durzyńskiego zabitego przez uzbrojonego żołnierza niemieckiego w sposób szczególnie okrutny. Dopiero po wojnie szczątki nieszczęśników przenoszono na marecki cmentarz. Widziałem też taką mogiłę na jednym z podwórek w pobliżu domu pana Stępniaka przy ul. Długiej – obecnie Matejki. W czasie ekshumacji ze względu na młody mój wiek nie dopuszczono mnie zbyt blisko.
“Daj Pan spokój wcale mi tu interes nie idzie” – mówił mechanik samochodowy, gdy podjechałem z jakąś usterką i wszcząłem rozmowę – “przy budowie, panie, dokopano się do ludzkich szkieletów i ten niefart, panie, chyba trwa do dziś.”
“Kopiąc fundamenty pod mój warsztat natknęliśmy się na ludzkie szczątki bez odzieży i butów, zawinięte w resztki jakiegoś płótna” ? mówi drugi rozmówca, były właściciel nieruchomości który sprzedał wybudowany tu przed laty samochodowy warsztat pracy. Skupisko salonów i warsztatów mechaniki pojazdowej przy ulicy Piłsudskiego wybudowano na zasypanych gliniankowych wykrotach. Charakterystycznie przecinał je równo usypany nasyp kolejki prowadzący bocznicę kolejowa do cegielni Halbera. W Markach “Ruskie stali” ponad cztery miesiące, na długo więc rozgościły się tu różne sztaby, punkty dowodzenia i inne frontowe instytucje. W ogołoconej z akumulatorów i urządzeń elektrowni Frebesa Rosjanie ulokowali sąd wojskowy. Wojenne prawo było surowe, więc zaraz po osądzeniu wyroki śmierci wykonywano na miejscu natychmiast. Zapewne kierowano się uproszczoną filozofią, ciało skazanego nieszczęśnika niegodne jest pochówku w zbiorowej mogile poległych żołnierzy. Zakopywano je więc odarte z odzieży byle jak i byle gdzie, jak popadło. Właśnie z tego powodu chodzenia po zmierzchu z Marek do Pustelnika unikano, gdyż trzeba było przejść w pobliżu tego miejsca a nijak nie dało się obejść.
Jeśli zmuszała już konieczność, to na taki “spacer” decydowali się tylko bardzo odważni. Przy elektrowni po prostu STRASZYŁO!!! Edek Chojnacki przechodząc tamtędy nocą widział lwa z płonącą grzywą, a Leszka “Sowę” goniły wilkołaki. Te i podobne opowieści krążyły wśród mareckiej społeczności, a było ich tyle, że samo słuchanie jeżyło włosy na głowie. Stara elektrownia Frebsa już nie istnieje, przed trzema laty budynek z beczkowatym dachem nie zdołał oprzeć się kilofom i młotom definitywnie zamykając rozdział o pierwszej w okolicy Mareckiej elektrowni ? ówczesnym symbolu postępu i nowoczesności.
[ciąg dalszy na następnych stronach]
Komentarze
ehhh zblizajece sie swieta chyba w tym roku nie bede przyjemne zostawmy swieczke naszemu koledze Przemkowi [*][*][*] spoczywaj w pokoju…. kiedys wszyscy sie spotkamy :(( [*] na zawsze w naszych sercach P.M :(((((