Stowarzyszenie Marki-Pustelnik-Struga

Stowarzyszenie
Marki-Pustelnik-Struga
ul. Ząbkowska 64, 05-270 Marki

22 781 23 08,
501 550 416
tpaciorek@wp.pl

TABLICE PAMIĄTKOWE na SZLAKU BOJOWYM 85.Pułku Piechoty Strzelców Wileńskich

 

Szanowni Państwo,

Nasze miasto Marki zostało wzbogacone o kilka nowych tablic informacyjnych opisujących Szlak Bojowy 85. Pułku Piechoty Strzelców Wileńskich.

Pierwsza znajduje się przy skrzyżowaniu Alei Piłsudskiego z ulicą Fabryczną, którą to właśnie o wschodzie słońca dnia 14 sierpnia 1920 roku Strzelcy Wileńscy wkroczyli  do Marek. Kolejna tablica stoi przy Pałacyku Briggsów, na skraju Parku Miejskiego, a jeszcze następna przy Skwerze bł. ks. Bronisława Markiewicza w Strudze. Tablica w Strudze pojawiła się najwcześniej, bo już 15 grudnia 2016 r.! Dodatkowe dwie tablice czekają na montaż w okolicach sklepu MarcPol w Markach-Pustelniku oraz na tzw. Górce św. Antoniego w Markach-Strudze. 

Docelowo na Szlaku Bojowym 85. Pułku Piechoty Strzelców Wileńskich z Marek do Radzymina, nazwanym przez Prymasa Tysiąclecia Stefana Kardynała Wyszyńskiego, Drogą Golgoty Polskiej, stanie dziesięć tablic informacyjnych. Projekt został zrealizowany dzięki dotacji finansowej Powiatu Wołomińskiego oraz wsparcia finansowego Gminy Radzymin i Gminy Marki, a także finansowemu wkładowi Towarzystwa Przyjaciół Radzymina i Zespołowi Szkół w Słupnie.

Odsłonięcie pierwszej tablicy miało miejsce jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia w Słupnie. Na uroczystości 15 grudnia 2016 roku przybył zarząd Stowarzyszenia Marki-Pustelnik-Struga, Zbigniew Paciorek i Bogusława Sieroszewska, natomiast Urząd Miasta Marki reprezentował wiceburmistrz  Zbigniew Zalas. Uroczystości w Zespole Szkół w Słupnie oddały hołd bohaterowi Bitwy Warszawskiej, kpt. Ryszardowi Downar-Zapolskiemu, który bliski jest temu miejscu ze względu na poniesioną śmierć na skrzyżowaniu drogi Janków Nowy – Słupno z szosą warszawską w dniu 14 sierpnia 1920 roku.

Pojawienie się tablic informacyjnych zbiegło się w czasie z wydaniem publikacji pt. „Szlak Bojowy 85. Pułku Piechoty Strzelców Wileńskich Marki-Radzymin 1920″ autorstwa naszego kolegi ze Stowarzyszenia Marki-Pustelnik-Struga, pana Mariana Ryszarda Sawickiego oraz prezesa Towarzystwa Przyjaciół Radzymina, pana Jana Wnuka.  W publikacji autorzy często cytują pamiętnik por. Zdzisława Kowalewskiego, który stanowi bezcenny opis dramatycznych działań polskich żołnierzy w Bitwie Warszawskiej 1920 roku.  Nawet opis przemarszu Strzelców Wileńskich przez pola pomiędzy Zielonką a Markami pełen jest myśli, wyrażających głębokiego ducha walki oraz gotowości do złożenia ofiary w boju na śmierć i życie:

Tymczasem wzeszło słońce. Ognista tarcza jego ukazała się z boku ponad wierzchołkami drzew. Zamigotała bogata tęcza na srebrnych kropelkach rosy i szybko poczęła toczyć się w górę. A kiedy spotkała złote krzyże warszawskich kościołów, uśmiechnęła się jaśniej, zatrzymała się na chwilę na mieczu Zygmunta i, jakby uradowana, objęła swym blaskiem całe miasto. Wpiły się nasze oczy utęsknione [kresowiaków] w te upragnione mury. Zadrżały silniej serca żołnierskie. Poczuliśmy mocno, że jest to nasz skarb najdroższy, relikwie świętej chwały naszej, których nie oddamy, choćby nam przyszło trupami swymi drogę grodzić i rzeką krwi przelanej opasać. Ją co teraz zagrożona, spogląda na nas z ufnością, czekając zwycięstwa. I duch w nas wstąpił i wiara. Rany i śmierć zdały się być łatwą ofiarą do złożenia u stóp Matki Ojczyzny, co nas błogosławiła teraz zagrożona, podając nam tarczę i słowa ‚Z nią albo na niej’. (str.27)

Pod dowództwem majora Stanisława Bobiatyńskiego 85. Pułk Piechoty Strzelców Wileńskich maszerował do boju pod Radzyminem okrężną drogą, wiodącą spod Wołomina przez Zielonkę, Marki, Pustelnik i Strugę, aby 14 sierpnia o godz. 10.05 rozpocząć odbijanie miasta z rąk nieprzyjaciela. We Wstępie do  wspomnianej publikacji, historyk regionalista z Radzymina, pan Jan Wnuk, pisze:

Brawurowe ataki pułku 14 i 15 sierpnia w celu odbicia Radzymina z rąk bolszewickich, wskrzesiły najlepsze tradycje polskiej piechoty i zyskały uznanie całej Polski. Zgromadzeni na wzgórzach [św. Antoniego] w Strudze przedstawiciele najwyższych władz Polski [premier Rządu Ocalenia Narodowego Wincenty Witos, minister spraw wewnętrznych Leopold Skulski, minister wyznań religijnych i oświecenia publicznego, Maciej Rataj, późniejszy Marszałek Sejmu], oficerowie misji zagranicznych [francuscy, brytyjscy i włoscy] i liczni korespondenci prasy polskiej [m.in. Stefan Żeromski] i zagranicznej oklaskami i okrzykami wyrażali uznanie dla swoich dowódców.

85. pułk piechoty wchodził w skład 1. Dywizji Piechoty Litewsko-Białoruskiej  dowodzonej przez znanego markowianom gen. Jana Rządkowskiego. To jego nazwisko, obok gen. Lucjana Żeligowskiego i  płk. Bolesława Jaźwińskiego, od wielu lat widnieje na marmurowej tablicy pamiątkowej, umieszczonej po prawej stronie od wejścia do Pałacyku Briggsów. Sztab generała Rządkowskiego został ulokowany w Pałacyku na czas Bitwy Warszawskiej. Przed atakiem na Radzymin, do żołnierzy 85. pułku i 46. pułku, który swoim wsparciem pragnął zrehabilitować się za porażkę oddania Radzymina poprzedniego dnia, gen. Rządkowski zwrócił się następującymi słowami:

„Chłopcy wiem, że jesteście przemęczeni, lecz musicie zrobić jeszcze jeden wysiłek – odebrać wrogom Radzymin. Oczy całej Polski są zwrócone na was. Jeżeli nie zdobędziecie zaraz Radzymina, wróg wkroczy do naszej stolicy. Musicie go od niej odpędzić”.

Opisy Bitwy Warszawskiej w pamiętniku por. Zdzisława Kowalewskiego stają się niezwykle dramatyczne i przemawiające do wyobraźni. Relacja z pole walki pomiędzy Strugą a Radzyminem przypomina opisy starć z mocami piekielnymi:

Była godzina 10 minut 5, gdy … pobiegł po drucie telefonicznym sygnał tam w tył do… Pustelnika i Marek, ku zadumanym bateriom. Ożywiły się nagle. Padły przygotowane komendy, rozbłysło  tysiące piorunów. Artyleria polska rozpoczęła swą miażdżącą pracę, która przeorze jak pługiem nieprzyjacielskie pozycje, zdusi ich zaczepność, pomiesza szyki, oczom odbierze pewność celowania, ułatwi i umożliwi nam zadanie.  Po półgodzinnym przygotowaniu ogniowym ruszyliśmy do ataku. Wysypywały się żwawo z cienia lasu nasze postacie, rozwijały sprawnie w linie tyralierskie i ruszały naprzód. , Hej, koledzy! Pamiętacie jakeśmy to szli. Wyrównane prawie tyraliery, iskrzące się stalą wzniesionych bagnetów, na których wesoło igrało słońce poranne, linie posuwające się jedna za drugą z uporem, który dać może  pogarda śmierci, lub pewność zwycięstwa. Szedł w pierwszym szeregu nieustraszony major Bobiatyński, utykając na nogę, a podpierając się laską robił wrażenie gospodarza idącego czynić swe żniwo. Szli dowódcy batalionów… Downar-Zapolski wzór wzorów, my i szara brać żołnierska. Długi wąż strzelców posuwał się w kurzawie ognia spokojnie, miarowo jak na paradzie. A tych co patrzyli duma jakaś wzięła, pobiegli  na skraj lasu i z lornetkami w ręku nas podziwiali ‚braves polonais” nazywali, w ręce z uciechy klaszcząc. Pamiętacie? Nikt się z nas nie zatrzymał, chyba że dostał kulą w głowę, pierś lub serce. I wtedy krzyżem na ziemię padał, by bronić sobą chociaż piędź ziemi… Czarne plamy poległych znaczyły sobą tę drogę zwycięstwa. A myśmy szli. Ogień artyleryjski przeistoczył się w jakiś piekielny huragan. Warczały głucho prując powietrze pociski dział ciężkiego kalibru. „Wizgotały” przelatujące granaty. Śmiechem szatańskim napełniały przestworza pękające szrapnele. Białe ich chmurki bujały swobodnie niby obłoczki puszczane z fajki, palonej przez władcę podziemi piekielnych. Zdawało się, że nad naszymi głowami krąży jakieś ogromne stado potwornych sępów lub że się biesy wszystkie zbiegły, by sobie z ciał naszych ucztę wyprawić. 

Kpt. Downar- Zapolski „wzór wzorów’ był pierwszym oficerem  Dywizji Litewsko-Białoruskiej odznaczonym Orderem Virtuti Militari.  Tak opisuje śmierć 27-letniego dowódcy batalionu Strzelców Wileńskich w cytowanym pamiętniku por. Zdzisław Kowalewski:

Wobec wzrastającego nacisku nieprzyjaciela batalion Downara cofnął się na skrzyżowaniu dróg w Słupnie. Świetny dowódca spokojnie z papierosem w ustach wydawał rozkazy, nawet gdy bolszewicy podeszli już na kilkanaście kroków. Tu został ugodzony kulą w pierś. Jeszcze wypowiedział: „Na ten raz jestem chyba zabity”. Ostatnim tchnieniem rozkazał podchorążemu by zabrał mapy. To były jego ostatnie słowa. Wobec wielkiego zagrożenia, żołnierzom nie udało się zabrać swego dowódcy z pola walki. A kiedy nazajutrz odbito jego ciało. był już obdarty do naga i bosy. (str. 40)

Nowo zamontowana tablica przy Pałacyku Briggsów przyciąga uwagę fotografią generała Franciszka Latinika, który jest postacią jak do tej pory nieznaną szerszemu gronu markowian. Jego nazwisko nie widnieje na wcześniej zamontowanej, marmurowej tablicy z nazwiskami dowódców stacjonujących w Pałacyku Briggsów w kluczowych dniach pomiędzy 13-15 sierpnia 1920 roku. Nowe światło na postać generała rzuca wspomniana publikacja, w której czytamy:

Dowódca I Armii gen. Franciszek Latinik jakby pogubił się w dowodzeniu armią, nie wywiązał się należycie z obowiązku dowódcy tak wysokiego szczebla. Zamiast znajdować się blisko wojska w czasie natarcia bolszewickiego, był podejmowany przez brata obiadem gdzieś pod Radzyminem. Powiadomiony przez ppłk. Bobickiego o zaistniałej sytuacji odpowiedział <Będę za pół godziny>, a tu liczyła się każda minuta. W mieście trwały zacięte walki uliczne, brakowało posiłków, los miasta był już przesądzony. W godzinach wieczornych 13 sierpnia Radzymin został zajęty przez nieprzyjaciela… Naczelne dowództwo ma twardy orzech do zgryzienia. W nocy z 13 na 14 sierpnia w Markach w pałacyku Briggsów, trwa intensywna praca. Jak najszybciej musi być ustalony plan działania. Gen. Latinik z nadsyłanych meldunków poznał w całości rozmiar klęski i zmuszony jest do radykalnych działań. Musi  więc ponownie wprowadzić do walki jednostki frontowe wycofane niedawno do uzupełnień i odpoczynku. (str 25) 

I tak oto w środku nocy w Pałacyku Briggsów pada rozkaz sprowadzenia spod Wołomina, z nieistniejącej już dzisiaj miejscowości o nazwie Nadarzyn, drogą przez Marki 85. Pułku Piechoty Strzelców Wileńskich. Autor wspomnianej publikacji przypomina, że niesprawdzenie się gen. Latinika w roli głównodowodzącego i łatwa utrata pierwszej linii obrony, gdy obiadował u brata, spotkało się z reprymendą dowódcy frontu gen. Józefa Hallera. Na naradzie w Jabłonnie 14 sierpnia o godz. 15.00 gen. Haller przekazał dowodzenie walkami następnego dnia w ręce gen. Lucjana Żeligowskiego, dowódcy 10. Dywizji Piechoty, którego kwatera na czas Bitwy Warszawskiej mieściła się w Pałacyku Briggsów.

zdjęcia i tekst Bogusława Sieroszewska

Galeria

Komentarze wyłączone

WordPress.org - wdrożenie: ACTIVENET - projektowanie stron internetowych - Warszawa, Marki (zapytań: 50, generowano: 0,581s)