Społeczności lokalne. Pomiędzy rodziną a narodem, czyli brakujące ogniwo.

Każdy, kto – choćby pobieżnie – obserwuje tak zwane „życie publiczne” z pewnością przyzna, że politycy bardzo lubią wyrażać swą głęboką troskę o rodzinę i naród. Wprawdzie niewiele z tej troski wynika ale przynajmniej się o tym mówi. Zdecydowanie rzadziej natomiast pojawiają się wypowiedzi dotyczące społeczności lokalnych. Zresztą już sam termin „społeczność” stał się chyba niemodny, co zapewne jest spadkiem po okresie PRL-u, w którym wiele słów utraciło swą pierwotną wartość i znaczenie. Z własnego doświadczenia przypominam sobie sytuację sprzed prawie roku, gdy – pracując nad pomysłem stworzenia w Markach lokalnego portalu internetowego – zastanawialiśmy się nad jego nazwą. Najbardziej odpowiadała nam nazwa „Portal społeczności Marek”, jednak przy okazji uświadomiliśmy sobie, jak bardzo słowa „społeczność”, „społeczny” zostały w latach PRL-u wyświechtane. Pozostaliśmy przy wybranej nazwie portalu – używając jej równolegle z adresem marki.net.pl – gdyż jest nadzieja, że kiedyś to słowo odzyska utraconą wartość.

A przecież społeczność lokalną można by lapidarnie określić jako tę część narodu, z którą stykamy się osobiście, w której tworzą się istotne dla naszego życia codziennego relacje – sąsiedztwo, przyjaźń oraz wiele innych pomniejszych interakcji. Jest to także przestrzeń, w której dorastają nasze dzieci, z której czerpią wzorce postępowania. Patrząc z tej perspektywy trudno nie zgodzić się, że społeczności lokalne są bardzo ważnym elementem zdrowego społeczeństwa – kto wie czy nie elementem równie istotnym jak rodzina i naród. Społeczność lokalna stanowi niejako pomost między najbliższą nam kategorią rodziny a dość w końcu abstrakcyjnym pojęciem narodu czy społeczeństwa.

Po stronie społeczności lokalnych stają też naukowcy. Antropolodzy twierdzą, że pomimo rozwoju cywilizacji niewiele zmienił się sposób naszego funkcjonowania. Homo sapiens – czy to jako członek myśliwskiej gromady, mieszkaniec przemysłowego miasta albo też pracownik przedsiębiorstwa XXI w. – żyje i działa najlepiej w grupach liczących do tysiąca osób. Na podobnych zasadach liczbowych od niepamiętnych czasów organizowane były także armie. Podobno przekroczenie tych granic przyczynia się zwykle do dezintegracji wspólnoty i nie jest już ona w stanie spełniać należycie wszystkich swoich funkcji. To dobrze wyjaśnia wiele patologii powstających w miastach-molochach, w których zanikają naturalne dla gatunku ludzkiego mniejsze wspólnoty.

Dlaczego zatem społeczności lokalne nie są w naszej ojczyźnie docenianie? Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Po części jest to na pewno wspomniany już spadek po PRL-u, po części także niezrozumienie, że sukces gospodarczy zależy właśnie także od siły więzów lokalnych i autentycznej samorządności.

Znany francuski XIX-wieczny myśliciel i polityk Alexis de Tocqueville powiadał, że „człowiek stworzył monarchię i ustanawia republiki, lecz społeczność gminna zdaje się pochodzić wprost od Boga”. Wydaje się, że to bardzo trafna myśl. Dlatego też między innymi sądzę, że warto by otworzyć cykl artykułów poświęconych społecznościom lokalnym i idei „lokalności”. Myślę, że Redakcja chętnie opublikuje także przesłane przez innych mieszkańców teksty zawierające przemyślenia, obserwacje, polemiki związane z tym tematem.

Rafał Redeł

Od redakcji:
Niniejszy artykuł rozpoczyna cykl, publikowany równolegle w „Rzeczpospolitej Mareckiej”, poświęcony Społecznościom lokalnym.

Komentarze wyłączone

WordPress.org - wdrożenie: ACTIVENET - projektowanie stron internetowych - Warszawa, Marki (zapytań: 47, generowano: 0,531s)