„Poznajemy Ojcowiznę Norwida” – relacja z rajdu

Pierwszy rajd rowerowy za nami. W iście hiszpańskiej temperaturze w gronie sześciu śmiałków, którzy odpowiedzieli na propozycję Agnieszki, pod wodzą „wujka” Wiesia, po upływie „studenckiego kwadransa” wyruszyliśmy w drogę (godz. 8.15). Po kilku minutach jadąc ulicą Główną przecięliśmy drogę nr 631. Dalej przemieszczaliśmy się ulicą Dworkową, wzdłuż granicy rezerwatu przyrody „Horowe Bagno”. Po wyjeździe z lasu ulicą Księdza Teodora Zagańczyka dotarliśmy do bazyliki parafii Św. Trójcy w Kobyłce, którą minęliśmy kierując się na Mironowe Górki. W pobliskim lesie przystanęliśmy przy obelisku upamiętniającym bohaterów Insurekcji Kościuszkowskiej, by uczcić ich pamięć. Leśny pomnik wystawiony w miejscu bitwy został ufundowany przez mieszkańców Kobyłki 17 kwietnia 2009 roku. Więcej o znaczeniu tej bitwy możecie przeczytać tutaj.

Był to również czas na regenerację sił i uzupełnienie płynów. Po krótkim wypoczynku ruszyliśmy w dalszą drogę. Szybko przemknęliśmy przez Helenów, po prawej stronie minęliśmy kościół p.w. Św. Faustyny Kowalskiej, wkrótce mijaliśmy ogromne zbiorniki przeznaczone do magazynowania paliw w Emilianowie. Asfaltem i częściowo lasem, poprzez Stary Kraszew, rozlewiska rzeki Rządzy dotarliśmy do Woli Rasztowskiej. Musieliśmy się bardzo opanowywać, by jazdy nie skończyć w przydrożnym rowie w wyniku podziwiania pięknej mazowieckiej przyrody. Co pokazujemy na załączonych fotografiach. Do Dębinek został nam kozi skok, który wykonaliśmy sprawnie, przejeżdżając przez Kozły.

XVII wieczny dworek w Dębinkach – obecnie mieszczący Dom Dziecka – to pierwsze miejsce na trasie naszego rajdu związane z Cyprianem Norwidem. Tutaj, po śmierci matki spędzał wiele czasu we wczesnym dzieciństwie. Latem 1839 roku spędzając wakacje w majątku swego opiekuna Ksawerego Dybowskiego przeżył młodzieńczą miłość do swej kuzynki Brygidy. W 1840 roku Norwid akwarelą namalował „Dwór w Dębinkach”?.

Wiele o klasycystycznym dworku opowiedziała nam Pani Mariola, wychowawca w Domu Dziecka. Pierwszym właścicielem dworu był Jan Baptysta Renard, który otrzymał wieś Dębinki za wierną służbę królowi Augustowi II. O fakcie tym świadczy tablica z czarnego marmuru, wmurowana nad kominkiem, w sieni pałacu. Pomimo upływu czasu i dewastacji w okresie powojennym pałac zachował swój urok. Nam jego wnętrza skojarzyły się – i słusznie – z pałacem Briggsów w Markach, zdobienia zostały wykonane w tym samym stylu. W pomieszczeniach zachowała się sztukateria na plafonach z drugiej połowy XIX wieku. Dwór położony jest w pięknym klasycystycznym parku, z zachowanymi do dziś okazami starodrzewu. Znakiem rozpoznawczym jest piękny owalny klomb na podjeździe dworu. Piękną kartę w historii dwór w Dębinkach zapisał w czasie drugiej wojny światowej, dając schronienie partyzanom, żołnierzom AK i powstańcom warszawskim. Czas nie ubłagalnie mijał, a przed nami jeszcze sporo kilometrów. Podziękowaliśmy Pani Marioli i wróciliśmy na norwidowski szlak.

Po drodze niesamowite pejzaże, pachnące świeżo zżętym zbożem, wokół leniwie przechadzające się bociany. Nic dziwnego, że ta ziemia dała nam wieszcza narodowego.

Dworek w Głuchach, gdzie urodził się Cyprian Kamil Norwid zobaczyliśmy z za zamkniętej drewnianej bramy. Widzieliśmy jedynie jego zarysy. W ruch poszły aparaty, zoomowanie i … może coś więcej w domu zobaczymy. Agnieszka – inicjatorka rajdu, dusza przedsięwzięcia – opowiedziała nam historię miejsca i po krótce przypomniała życiorys poety. Stan modrzewiowego dworku z naszej odległości nie wyglądał imponująco, obecnie jest on własnością prywatną, nie jest udostępniany do zwiedzania, nad czym ubolewają miejscowi, prężnie działający w lokalnych stowarzyszeniach.

Efektem działania jednego z nich „Bractwa Zabrodzkiego” jest odrestaurowywany, unikatowy na skalę krajową, młyn motorowy z 1928 roku we wsi Niegów. Dzięki samozaparciu małej grupy osób młyn odzyskuje swój blask. Został oczyszczony z zalegających warstw ziemi i nieczystości. Wiele czasu poświęca młynowi prezes stowarzyszenia Pan Józef Kućmierowski. Z radością i dumą opowiadał nam o młynie, pokazywał zachowane urządzenia i mechanizmy. Jak twierdził, niebawem niektóre z nich zostaną ponownie uruchomione. Dzięki staraniom stowarzyszenia młyn został wpisany do rejestru zabytków. Nas zadziwiły doskonale zachowane elementy drewniane mechanizmów, mebli, wreszcie konstrukcji nośnych. O młynie nie ma sensu więcej pisać, zachęcam Was byście go zobaczyli osobiście, a zachętą niech będą zamieszczone zdjęcia. Z pewnością wrócimy tutaj 7 i 8 września tego roku, kiedy to młyn będzie miejscem Europejskich Dni Dziedzictwa Kulturowego oraz X Międzynarodowych Warsztatów Archeologii Przemysłowej. „Bractwo Zabrodzkie” dąży do utworzenia w młynie pierwszego na Mazowszu muzeum młynarstwa i piekarnictwa. Każdy z nas może w tym dziele pomóc, czy to poprzez prace wolontaryjne w młynie, czy poprzez wsparcie finansowe przedsięwzięcia. My wnieśliśmy na górną kondygnację młyna drewniane szafki, które wzbogacą tymczasowe wyposażenie biura prezesa.

Z młyna, zmęczeni, trochę głodni, jednak zadowoleni, ruszyliśmy – mijając niegowski cmentarz i podziwiając, dostojnie położony po drugiej stronie drogi S 8 kościół Świętej Trójcy – udając się na upragnione miejsce dłuższego postoju (wszak to półmetek rajdu). Szybko przemknęliśmy przez Zabrodzie – i tu znowu wszędobylskie bociany (niesamowity widok dla nas podwarszawskich mieszczuchów, gniazda mają usytuowane przy głównej drodze, nieopodal szkoły) – na działkę Agnieszki. Tutaj kolejne zaskoczenie, czekał na nas suto zastawiony stół, na którym królował chłodnik wileński. Jedliśmy z wilczym apetytem, wszak organizatorka postarała się o prowiant dla kilkudziesięcioosobowej grupy. Oj ciężko było wsiąść na rower po tym kulinarnym raju.

Jest po godzinie drugiej, a przed nami droga do domu. Ruszamy, znowu pod wiatr, który wirował w tym upale niesamowicie. Jednak to dzięki niemu mogliśmy lepiej znieść ponad trzydziestostopniowy upał. Wracamy, „wujek” Wiesiek, który kilkakrotnie z Agnieszką przemierzył trasę, prowadzi nas jej najlepszym wariantem. Jak twierdzi na rowerze może spać. Trafiliśmy na dobrego przewodnika, który jak trzeba to i rower potrafi szybko naprawić. Jedziemy z szybkością 22, w porywach do 26 km na godzinę. Zatrzymujemy się coraz częściej, dają o sobie znać trudy podróży.

W Woli Rasztowskiej uzupełniamy kalorie, delektując się miejscowymi goframi i włoskimi lodami. Spotykam znajomego, który nie dowierzał, że przyjechałem tutaj rowerem.

Ruszamy dalej, ciekawi jesteśmy jak jutro będziemy funkcjonować, czy w ogóle będziemy mogli chodzić (z tego grona wyłączeni są: „wujek” Wiesiu, Agnieszka i Szymon, którym takie dystanse nie są obce). Obawy były bezpodstawne, w niedzielny poranek mógłbym powtórzyć tę samą trasę, sam się dziwie, ale tak było.

Nasz pierwszy rajd, który wytyczony był po norwidowskiej ziemi zakończyliśmy o godzinie 18.00 w miejscu startu. Przemierzyliśmy ponad 84 km, co do liczby kilometrów zdania są podzielone, przyjęliśmy najmniejszą wartość, którą wskazywał licznik roweru „wujka” Wieśka.

My z naszej wyprawy jesteśmy zadowoleni, nie będzie to wydarzenie incydentalne. W zanadrzu mamy do przemierzenia inne ciekawe trasy, nie tylko na naszym Mazowszu.
Zapraszamy Was do wspólnego „rowerowania” po polskich drogach i dróżkach.
Jeszcze raz dziękuję za wspaniale przeżytą sobotę: Agnieszce, Bożenie, Wiesiowi, Szymonowi i Marcinowi.
Marek

Zapraszamy do obejrzenia całej galerii zdjęć tutaj.

Galeria

Komentarze: 5

  1. Czytałem z przyjemnością, uważam że znakomicie opisujesz wycieczkę. Lubie też czytać opisy tras pielgrzymkowych. Dobra robota. Pozdrawiam

  2. Arek Terlecki pisze:

    Proszę dla wiadomości mieszkańców podać również liczbę uczestników tego rajdu.
    Pozdrawiam

  3. Marek Kroczek pisze:

    Wszyscy uczestnicy rajdu wymienieni są w zdaniu kończącym relację, widać ich również na ostatnim zdjęciu /z wyjątkiem Szymona, autora zdjęcia/.
    Pozdrawiam i zapraszam do wspólnych wycieczek rowerowych.
    Marek Kroczek

  4. Radek Dec pisze:

    Panie Marku piękna inicjatywa. Mam nadzieję, że w przyszłym roku będę mógł uczestniczyć w rajdzie z całą rodziną.
    Pozdrawiam
    Radek Dec

  5. Marek Kroczek pisze:

    Dziękuję. Jednak inicjatorów rajdu jest kilku, przede wszystkim Agnieszka i Wiesław.
    Na kolejny zapraszamy wkrótce. Chcemy by tego typu wycieczki rowerowe na stale wpisały się w marecką rzeczywistość.
    Pozdrawiam, Marek Kroczekj

Zastrzeżenie
Opinie publikowane na łamach Portalu Społeczności Marek są prywatnymi opiniami piszących – redakcja Portalu nie ponosi za nie żadnej odpowiedzialności.
Osoby publikujące w artykułach lub zamieszczające w komentarzach wypowiedzi naruszające prawo mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

WordPress.org - wdrożenie: ACTIVENET - projektowanie stron internetowych - Warszawa, Marki (zapytań: 46, generowano: 0,568s)