Marcovia

MTS Marcovia 2000

ul. Wspólna 12,
22 781-12-84

Porażka Marcovii z Błyskawicą. Walczymy do końca!

Zawodnicy Marcovii Marki zaliczyli kolejną ligową „wpadkę”. W minioną niedzielę podopieczni Konrada Kucharczyka ulegli na wyjeździe warszawskiej Błyskawicy. Rozegrane przy ul. Kawęczyńskiej spotkanie zakończyło się triumfem gospodarzy 3:1. Honorowe trafienie dla Marcovii zaliczył w 44 minucie Dariusz Piwowarek, który pokonał golkipera Błyskawicy z rzutu karnego.

Strata punktów spowodowała, że Drukarz Warszawa odskoczył drużynie z Marek na 10 punktów. Marcovia rozegra w środę zaległe spotkanie w Nowym Dworze Mazowieckim więc przy optymistycznej wersji jej strata może zmniejszyć się do 7 oczek. Nie będzie to jednak żadne pocieszenie dla ambitnych zawodników Konrada Kucharczyka. Markowianie zdają sobie bowiem sprawę, że awans ucieka im w wyjątkowo szybkim tempie. Jak jednak mówi stare polskie porzekadło „dopóki piłka w grze wszystko jest możliwe”. W klubie ze Wspólnej 12 wiara w awans została nadszarpnięta, ale nie zmalała do zera. Do końca rozgrywek pozostało wprawdzie tylko sześć kolejek i zdaniem wielu tylko cud może sprawić, że zawodnicy Konrada Kucharczyka zagrają jesienią w 4 lidze to jak dobrze wiemy w piłce nożnej nie takie cuda miały już miejsce. Jedno jest pewne – Marcovia na pewno się nie podda i będzie walczyła do samego końca. Podopieczni trenera, który wydobył zespół z dosłownych nizin zasługują na wsparcie w tym jakże ciężkim dla nich momencie. Ci, którzy zwątpili w tworzoną w bólach drużynę niech sięgną pamięcią do ubiegłego sezonu, gdy Marcovia z 13 miejsca w tabeli awansowała na 3 pozycję a do gry w barażu zabrakło jej zaledwie jednego punktu.

Niedzielne spotkanie wybitnie nie wyszło mareckim zawodnikom. Szybko stracona bramka dodatkowo wybiła ich z rytmu. Wyrównanie w 44 minucie miało sprawić, że w drugiej połowie będzie zupełnie inaczej. Niestety. Marcovia w żaden sposób nie mogła zagrozić bramce gospodarzy. Upływający czas wprowadzał coraz więcej chaosu i niepotrzebnych nerw w jej poczynania. Zawodnicy mieli świadomość, że ucieka im coś bardzo cennego. Każdy z nich bardzo chciał, ale żadnemu z nich kompletnie nic nie wychodziło. Presja, która towarzyszyła im od pechowo przegranego meczu z Drukarzem dobitnie dawała o sobie znać. Próba zdobycia bramki za wszelką cenę spowodowała, że Marcovia dwukrotnie nadziała się na wzorowo wyprowadzone kontry, które pogrzebały marzenia o komplecie punktów. Katem zespołu z Marek okazał się Bartłomiej Gołasiewicz, który pojawił się na placu gry w 56 minucie a w 86 i 90 wpisał się na listę strzelców.
Ciężko po takim spotkaniu powiedzieć cokolwiek dobrego i pocieszającego. Zawodnicy Marcovii rozegrali bardzo słabe zawody i nikt nie jest w stanie temu zaprzeczyć. Czy jednak wyjątkowo sroga krytyka, która spadła w niedzielę na zespół Konrada Kucharczyka jest w pełni uzasadniona? Czy nasza „starszyzna” czasami się nie zagalopowała?

Przecież w barwach Marcovii zagrali w większości ci sami zawodnicy, których wszyscy wychwalali zarówno w końcówce ubiegłego sezonu jak i w minionej rundzie jesiennej. To był ten sam Dawid Sawicki, z którego bramek wielokrotnie mogliśmy się cieszyć. To był ten sam Kacper a właściwie Kacperek Pękała, który przebojem wdarł się w seniorską piłkę. To był ten sam Mariusz Rogalski, który nigdy nie zejdzie z boiska czysty, który wsadzi głowę tam gdzie inni boją się wstawić nogę, który wychował się przy naszym stadionie i z klubem zżyty jest jak mało kto. To był ten sam Andrzej Pietrucha, który z zawodnika rezerwowego stał się pierwszoplanową postacią, który zapewniał nam jakże ważne zwycięstwa w spotkaniach z AGAPE Białołęka i Dębem Wieliszew. Aż wreszcie to był ten sam Konrad Kucharczyk, który zbudował tu „ZESPÓŁ”, zespół z prawdziwego zdarzenia. Ten sam Konrad Kucharczyk, który z rozbitych zawodników znajdujących się na 13 miejscu w tabeli zbudował jedność, zbudował drużyną chcącą razem grać, razem walczyć, razem przebywać, razem zwyciężać. Ci sami zawodnicy, wszyscy bez wyjątku, dawali nam wiele radości, dostarczali wielu wzruszeń. Dzięki nim o Marcovii zaczęto mówić z dużym uznaniem i szacunkiem. To dzięki nim jeździliśmy po Mazowszu w roli faworyta a nie jako chłopcy do bicia. Czy z racji wieku tak szybko można o tym zapomnieć? Czy nasi zawodnicy zasłużyli na to co ich wczoraj spotkało na stadionie Błyskawicy? Ironiczne oklaski, docinki? W taki sposób my uznający się za sympatyków Marcovii dziękujemy za to wszystko chłopakom, którzy zostawiali na placu gry serce a wielokrotnie zdrowie w dosłownym znaczeniu tego słowa? Czy im nie zależało na zwycięstwie? Czy oni celowo przegrali? Czy oni nie chcieli zwyciężyć? Każdy z nich marzy o awansie. Dla wielu z nich byłby to najwyższy poziom ligowy, na którym dane było im grać.
To nie są zawodowcy, którzy żyją z gry w piłkę i którzy z racji inkasowania olbrzymiej pensji mogą być w ostry sposób rozliczani za swoją grę. Ktoś powie – skoro grają to muszą liczyć się z krytyką. Owszem. Nikt tego nie neguje. Należy jednak odróżnić konstruktywną, opartą na faktach krytykę od drwienia, nabijania się i delikatnie pisząc „jechania” po zawodnikach. Cały sztab szkoleniowy i zawodnicy doskonale wiedzą jak wczoraj zagrali. Zdają sobie sprawę co im niemiłosiernie ucieka. Czy zamiast ich wesprzeć mamy ich dołować? Dobijać? To są w większości młodzi ludzie, którzy dopiero stawiają pierwsze poważne kroki w seniorach! Na dodatek zajmują drugie miejsce w tabeli! Walczą wciąż o awans!
Kibicem się jest na dobre i na złe. Nie tylko wtedy gdy wszystko idzie dobrze, gdy są same zwycięstwa. Jesteśmy małą, lokalną społecznością, w której każdy powinien wspierać „swoich”. Nie ma znaczenia czy to piłkarz, koszykarz, siatkarz, piosenkarz, malarz czy harcerz. Markowianie zasługują na wsparcie w każdej dziedzinie. Raz jeszcze podkreślę – krytyka, owszem, ale z należytym SZACUNKIEM.

 

 

 

WordPress.org - wdrożenie: ACTIVENET - projektowanie stron internetowych - Warszawa, Marki (zapytań: 54, generowano: 0,552s)