Marki oczami cyklisty – 1895 rok

Dwoje cyklistów, korzystając z pięknej pogody wyruszyło 17 listopada 1895 roku na wycieczkę rowerową na trasie Warszawa – Marki – Czarna Struga – Jabłonna  - Warszawa. Przejechali 48 wiorst. Opis wycieczki zamieszczony został w czasopiśmie Cyklista Nr 9 z dnia 11 (23) listopada 1895 roku.

Autor, podpisany jako Tandem, tak opisał swoje wrażenia z przejazdu przez Marki.

” …. na szosie radzymińskiej, którą wyruszyliśmy z miasta. Wprawdzie i szosa ta błotnista nie jest zbyt rozkoszną, boczne jednak ścieżki doskonale udeptane pozwalają nam na przyspieszenie tempa.

Mijamy przydrożne karczmy, których tu moc wielka i bez wypadku dojeżdżamy do Marek.

Marki od strony Warszawy, zabudowane pod rząd domami jednakowej struktury, przeznaczonemi dla użytku robotników i oficjalistów istniejącej tu wielkiej przędzalni, której gmachy oddalone nieco od drogi, imponują swemi rozmiarami, a przedstawiają widok nader monotonny, – podobne są nie do miasteczka lub osady, lecz do wielkich jakichś koszar.

Po za mostem dopiero zaczyna się większa rozmaitość; rozsiadły się tu domki dawniejszej spokojnej wioski, którą nowo powstała osada fabryczna, zepchnęła na plan drugi i przeobraziła nadając jej fizjognomię chłopka, przybranego w miejskie łachy.

Rozległą tę ciągnącą się osadę kończą liczne cegielnie, około których z trudem przemknęliśmy się po błotnistej drodze.

Po za Markami dopiero nie daje się tak odczuwać sąsiedztwo wielkiego miasta i rozpoczyna się wieś prawdziwa; znać że kończy się już tu panowanie przemysłu a rozpoczyna żywot spokojnego rolnictwa.”

 

Antoni Widomski

Komentarze: 2

  1. To piękny i historyczny dokument ukazujący Marki kilkanaście lat po wybudowaniu fabryki Briggsów, osady fabrycznej, szkoły i domów robotniczych. Cenny bo pisany oczami cyklisty, który swoimi doznaniami podzielił się z czytelnikami. Kolejny cenny przyczynek do poznawania dziejów naszego miasteczka. Drogi Antoni dziękuję i gratuluję.

  2. Zdzisław Domolewski pisze:

    Znalezisko bardzo ciekawe. Kilkoma słowami autor stworzył obraz, którego nie odnajdziemy nawet wtedy, gdy wertujemy fotografie. Potwierdza to tezę, że tak naprawdę w naszej świadomości istnieje tylko to co zostanie opowiedziane, że nasza wiedza i postrzeganie świata nie tyle bierze się z faktów, ile z ich przetworzenia w formę słów, w opowieść. Doświadczamy tego gdy przeglądamy stare zdjęcia: patrzymy, próbujemy w nich znaleźć to, co pojawia się dopiero wtedy gdy ktoś nam opowie co przedstawiają, jaka jest tajemnica ich powstania, co wydarzyło się w czasie gdy powstały. Tak funkcjonuje nasz umysł. To co dzieje się dzisiaj wokół nas, co dokumentowane jest milionami fotografii, filmików, co widzimy, o czym rozmawiamy, za ileś lat okaże się i tak nie do zrozumienia, czy odczucia dla nikogo, o ile nie zostanie zamknięte w opowieść, choćby nawet tak krótką jak relacja cyklisty. Jego opis powiedział mi więcej o obrazie tamtych Marek niż fotografie, które dotąd widziałem. Więcej niż to co na nich widziałem wiem ze wspomnień (niestety niezapisanych) dziadka mojej żony – Jana Ofiarskiego, dla którego Marki z początku XX w. były miejscem tętniącym życiem, z kilkunastoma knajpami, w tym kilkoma znajdującymi się „na Wenecji”. Obraz tamtej Wenecji też jest dla nas czymś abstrakcyjnym, właśnie dlatego, że nie opowiedzianym, nie opisanym. Przez nikogo. Chociaż nie. Trafiłem kiedyś na żartobliwe felietony Wiecha – Wiecheckiego, który wróciwszy z tamtej prawdziwej Wenecji.stwierdził, że kudy tamtej włoskiej do naszej – podwarszawskiej, w Strudze. Knajpy, wyspy, łódki, kilka parkietów do tańczenia, orkiestry… Możemy to sobie wyobrazić mijając dzisiaj smętne szczątki po tamtym miejscu? Nie bardzo, właśnie dlatego, że nie zostało opisane, to znaczy – opowiedziane. Wiech opisał też zadziwiający budynek gdzieś na Bródnie, a był to sześciopiętrowy drewniany „wieżowiec”, dominujący nad okolicą, z którego najwyższego piętra dojrzeć można było to czy tamto, a nawet, hen gdzieś, stację mareckiej kolejki. A kiedy już o ciuchci. Zaczęła ona swą historię rok później, więc jej w 1895 jeszcze nie było, ale że cyklista nie zauważył żadnych prac z tym związanych, choćby niwelacyjnych, geodezyjnych, trochę to zaskakuje, albo podpowiada nam o tempie prac w owych czasach: w roku 1895 nic nie ma, w 1896 kolejka już jeździ.
    Trochę to smutne, że Marki nie są opisane, czy opisywane, że te niesamowite, nie do przewidzenia kiedyś zmiany, które w mieście zachodzą mijają jakby obok, mijają i znikają. Zniknął obraz Marek z okresu lat dziewięćdziesiątych, gdy grupa kanalii dla własnego interesu zdewastowała państwo, wypuściła w ramach amnestii kryminalistów z więzień, młodym bandziorom pozwoliła na bezkarność co zamieniło miasteczka podwarszawskie w siedliska bezprawia. Gdzie znajdziemy opis tamtego czasu, gdy na uliczkach rządzili gówniarze z pistoletami w kieszeniach, gdy wylatywał w powietrze Ptyś, a każdy właściciel sklepiku musiał w takiej czy innej formie płacić haracz? Są fotografie, może i filmy, ale tego tak naprawdę nie ma. Zresztą, nie tylko Marek, ale i Polski z tamtego okresu nie odnajdziemy, możemy ją tylko wspominać, ale nie odnajdziemy – jest nieopisana.
    Na koniec taka myśl: wszyscy lubimy dziecięce rysunki, dziecięce bajdurzenia o przyszłości, dziecięcą wyobraźnię, i to przekłada się na licznie organizowane, z byle powodu – konkursy plastyczne czy literackie dla dzieci. Jest to pedagogicznie uzasadnione, godne pochwały i wsparcia, ale dlaczego nie próbuje się zatrzymać czy uratować tego co dużo bardziej wartościowe, trudniejsze do uzyskania – przeszłości? Są w Markach starzy, czy starsi ludzie, którzy wiedzą, pamiętają, mają coś do opowiedzenia, i co z tego, skoro nikt się tym nie interesuje? To znika. Znika bezpowrotnie, zamienia się w tabliczki na cmentarnych grobach. Może ktoś wystąpi z inicjatywą, nie tyle konkursu, ile zachęty, by ci, których pamięć sięga daleko wstecz, spróbowali opisać cokolwiek co wydarzyło się w ich życiu, tu w Markach, lub też o czym dowiedzieli się od swoich rodziców, dziadków, ba – może i pradziadków. Dla nas może to być ciekawe lub nieciekawe, ale dla kogoś kto za kilkadziesiąt, czy za sto lat odkryje – tak jak Pan dzisiaj – opis świata, który niby może obejrzeć na milionach fotografii, czy filmów, ale go nie „zobaczy”, dopóki ktoś mu nie opowie, nie podpowie… dla tego kogoś może to być jak skarb, czym zapewne dla Pana jak i dla mnie jest ten krótki opis cyklisty. Tego cyklisty dawno już nie ma, gdy jego opis pojawił się w czasopiśmie też mógł nikogo nie zainteresować, bo cóż ciekawego w tym co aktualne… No a po ponad stu latach ożył i opowiedział więcej niż wiele fotografii, czy statystycznych danych.
    A to plastyczne porównanie tamtych Marek do fizjognomii chłopka przebranego w miejskie łachy… Nie jest to opis wciąż aktualny, związany poniekąd z ciągłymi, powiedziałbym nawet – permanentnymi, socjologicznymi zmianami zachodzącymi w naszym mieście?

Zastrzeżenie
Opinie publikowane na łamach Portalu Społeczności Marek są prywatnymi opiniami piszących – redakcja Portalu nie ponosi za nie żadnej odpowiedzialności.
Osoby publikujące w artykułach lub zamieszczające w komentarzach wypowiedzi naruszające prawo mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

WordPress.org - wdrożenie: ACTIVENET - projektowanie stron internetowych - Warszawa, Marki (zapytań: 67, generowano: 0,552s)