Latające laboratorium. Czy dron pomoże w walce o czyste powietrze?

Zanieczyszczone powietrze to problem, na który zwracają uwagę mieszkańcy całego powiatu. Jedną z przyczyn problemu jest palenie w domowych piecach niewłaściwym paliwem. Samorządom brakuje jednak skutecznych narzędzi do walki z tym procederem. Z pomocą przyjść mogą nowoczesne technologie – dron z mobilnym laboratorium.

Testy drona w Toruniu. Obrazek prowadzi do artykułu opublikowanego w Gazecie Wyborczej

Urządzenie pobiera próbkę dymu wydobywającą się z komina i bada jej skład. Dane trafiają do operatora i są zapisywane w bazie. Obecność szkodliwych gazów i pyłów wskazuje na rodzaj użytego paliwa. Z tego rozwiązania z powodzeniem korzystają już niektóre samorządy, np. Grodzisk Mazowiecki. Urzędnicy zwykle nie mogą zareagować natychmiast po otrzymaniu zgłoszenia i będąc już na miejscu nie są w stanie wykazać naruszenia przepisów. Przykładowo, według danych podanych przez Burmistrza Miasta Marki na ok. 60 przeprowadzonych kontroli w tym roku tylko 7 zakończyło się stwierdzeniem palenia nieodpowiednim paliwem. Dron działa w przestrzeni powietrznej, nie wkraczając na prywatną nieruchomość. Przy odpowiedniej organizacji pracy może reagować natychmiast, bez zbędnej zwłoki przystępując do badania.

Problemem jest za to cena urządzenia. Szacunkowo koszt zakupu odpowiedniego drona to milion złotych. Za dużo dla pojedynczej gminy. Jedno miasto to często też za mały obszar, by w pełni wykorzystać możliwości urządzenia. Dlatego razem z radnym powiatowym Januszem Werczyńskim wystąpiliśmy do Adama Lubiaka, Starosty Wołomińskiego z pomysłem zakupu drona przez Starostwo Powiatowe. Organizacja jego pracy na terenie całego powiatu, pozwoliłaby skutecznie dbać o jakość powietrza na dużym obszarze.

Warto podkreślić, że drona nie należy traktować jako proste narzędzie do karania mieszkańców. Palenie złym paliwem często wynika z braku pieniędzy. Nakładając na taką osobę mandat nie rozwiążemy problemu. Dron pomoże ustalić, w którym budynku palone są śmieci, ale urząd musi dostosować działania do okoliczności. Tam gdzie powodem jest brak środków – pomóc wymienić piec, tam gdzie niewiedza – edukować, a dopiero jeśli mamy do czynienia z niedbalstwem i lekceważeniem sprawy – karać mandatem.

Cenniejszym skutkiem jest jego działanie prewencyjne i do pewnego stopnia edukacyjne. Wizja natychmiastowej i bezwzględnej kontroli skutecznie odstrasza „kopciuchów”. Będę informował o dalszych losach wniosku.

 

 

fotografia użyta do ilustracji tekstu pochodzi ze strony bi.gazeta.pl, zrobiona została podczas testów drona laboratoryjnego w Toruniu

Galeria

Komentarze: 3

  1. Z. Domolewski pisze:

    Moim zdaniem jest to zabawa w nowoczesność i XXI w. podczas gdy wystarczy przejść się wieczorem tu i ówdzie po mieście by w najprostszy sposób, organoleptycznie stwierdzić kto kopci oponami, plastikami, czy licho wie czym. Sąsiedzi wiedzą, z samochodów widać, i co? Ano nic, sąsiedzi nie „podkablują”, bo „kablując” narażają się na ujawnienie sąsiadowi danych kto „doniósł”. Są w Markach miejsca gdzie od lat zimą w powietrzu wisi zawiesina wszelkich spalin nic się z tym nie robi, a czemu, kto wie. Tych trucicieli jest w sumie niewielu, ale taki jeden potrafi stworzyć wrażenie, że wszyscy wokół to śmierdziele, podczas gdy ci wokół widzą ale nic z tym nie robią, z czysto ludzkich, sąsiedzkich obaw. Nie widać w mieście żadnych służb zajmujących się tą sprawą, ale od razu chcemy przejść do drugiego, czy trzeciego etapu – drony. Jasne, że to fajna zabawa na etacie – latanie dronem nad kominami, a przy okazji podglądanie tego czy owego sąsiada, bo w końcu wszystko sprowadza się do pozornego załatwienia sprawy, odfajkowania, najlepiej nie ruszając przy tym z biura tyłka.Pomijam już, że tak naprawdę każdego mającego dom można „dopaść”, choćby wtedy gdy człowiek przypadkiem wrzuci do pieca gazetowy papier a okaże się, że gazeta nie jest drukowana na papierze tylko na jakiegoś rodzaju tworzywie z wydrukiem, w którym można znaleźć całą tablicę Mendelejewa. Nawiasem mówiąc zastanawiam się jak zareagowałyby czujniki takiego drona w okolicach Dużej, gdzie w chłodniejszy wieczór, wysiadając z 240 człowiek nie może złapać tchu. Każdy to czuje, nikt nic nie robi, więc najlepiej niech drony prosty problem załatwią. Zresztą, miejsc takich jest kilka, i co z tym zrobić gdy smrodzący starymi butami ma marną rentę i przeznacza ją na trunki wyskokowe i „fajury”?

  2. Mieszkaniec pisze:

    Wniosek jest totalnym bublem.
    Warszawa za dwa drony z aparaturą oraz z przeszkoleniem wybranych strażników miejskich zapłaciła 400 tysięcy złotych. Kwota podawana w ostatnim tygodniu prze stołeczne media. Skąd nagle milion za drona? Nie wiem, ale chętnie się dowiem.

    Po drugie w mareckich warunkach dron jest bezwartościową zabawką.
    Ostatnio opublikowano szeroki raport na ten temat. Zgodnie z obowiązującym u nas prawem tylko samorządy posiadające straże miejskie mają możliwość karania mandatami mieszkańców trujących sąsiadów i otoczenie. Żaden urząd miejski nie może nikomu wlepić mandatu, może co najwyżej skierować sprawę o ukaranie do sądu, ale wcześniej musi zebrać materiał dowodowy i jeszcze mieć fachowca który go odpowiednio opracuje na potrzeby sprawy sądowej. Już to widzę jak samorządy typy Marki które nie mają straży miejskiej tworzą wielostronicowe wnioski do sądu. .

  3. Z. Domolewski pisze:

    Problem tkwi w mentalności, a to są najtrudniejsze problemy. Dwa dni temu jadąc z Pustelnika do Strugi minąłem ( w biały dzień) trzy domostwa, z których kominów wydobywał się gęsty, dławiący, smolisty wręcz dym. Czym palono nie wiem, ale chyba jakimiś chemicznymi odpadami, może opakowaniami bowiem jeden z kominów należał do dobrze prosperującej hurtowni. Dwa pozostałe kominy znajdowały się na dachach solidnych, pięknie ogrodzonych posiadłości, przy których stały samochody dobrej klasy. Przypuszczenia, że smrodzą głównie ludzie z krawędzi ubóstwa nie jest więc trafne.
    Donosicielstwo jest kiepskim i poniżającym środkiem obrony przed czymś takim, ale kto wie czy nie jedynym skutecznym. Sam proponowałbym zastosowanie na próbę „żółtych kartek”. Mając sąsiada śmierdziela i truciciela, a nie chcąc z nim wchodzić w konflikt, wysyłamy mu, czy wtykamy do skrzynki „żółtą kartkę”, na której znajduje się informacja, że jego zachowanie jest obserwowane, oraz instrukcja użytkowania pieca, czy ogólnie – podstawowe wiadomości o zasadach współżycia sąsiedzkiego i zagrożeniach płynących z palenia w piecu czym popadnie. Delikwent nie reaguje – wysyłamy mu drugą żółta kartkę, a gdyby nadal nie reagował – czerwoną czym oznajmiamy (anonimowo niestety), że podobna czerwona kartka została wysłana do wydziału ochrony środowiska, który dalej będzie się ta sprawą zajmował. Może jest to jakiś pomysł, może naiwny, ale kto wie, doświadczenie wskazuje, że naprawdę wielu ludzi, których traktujemy jako w miarę inteligentnych nie ma pojęcia, że paląc w piecu np. laminowane meble trujemy siebie i innych.
    Może wydział ochrony środowiska dopracowałby mój pomysł z tymi kartkami i rozprowadził je pośród zainteresowanych mieszkańców. Niekiedy samo poinformowani, że jest się obserwowanym sprawia, iż ludzie zmieniają swoje obyczaje i zachowania.

Zastrzeżenie
Opinie publikowane na łamach Portalu Społeczności Marek są prywatnymi opiniami piszących – redakcja Portalu nie ponosi za nie żadnej odpowiedzialności.
Osoby publikujące w artykułach lub zamieszczające w komentarzach wypowiedzi naruszające prawo mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

WordPress.org - wdrożenie: ACTIVENET - projektowanie stron internetowych - Warszawa, Marki (zapytań: 69, generowano: 0,612s)