Kurs podstaw pierwszej pomocy

W dniu 11.02.2005 – na rozpoczęciu kursu podstaw pierwszej pomocy organizowany przez naszą drużynę – spotkaliśmy się w szkole na Wczasowej w Markach o godzinie 19:00. Powitały nas instruktorki Harcerskiej Szkoły Ratownictwa ? Asia i Ewa, które prowadziły szkolenie.
Na kominku rozpoczynającym kurs było pełno śmiechu i zabawy m.in. dzięki scenkom pantomimicznym (niezapomniany Tolek jako przerażony kierowca autobusu i Siwy jako nieudolny pływak, który chciał uratować tonącego człowieka i sam zaczął się topić). Na kominku nie obyło się bez poważnych akcentów ? każdy z uczestników kursu musiał powiedzieć, z jakich przyczyn się tutaj znalazł. Przeważyły odpowiedzi takie, jak ?bo chcę nieść pomoc innym? lub, ?ponieważ chce się nauczyć czegoś pożytecznego?. Później były gry i zabawy. Najpierw każdy z nas miał powiedzieć coś o sobie, z jakiej jest drużyny itp. szczerze powiedziawszy byliśmy monotematyczni, bo większość z nas była z 62 WRDH „WYSSOGOTA”. Następnie bawiliśmy się w imiona by lepiej siebie poznać. Największą frajdę sprawiła nam gra, która była bardzo podobna do kalamburów. Jak tu się nie śmiać jak nasz Szymon pokazuje korek na autostradzie a druhna Ewa miała przedstawić anorektyczkę.? Następnego dnia tuz po śniadaniu zaczęły się wykłady. Każdy z nas starał się jak najwięcej z nich wynieść, dlatego długopisy były w ciągłym ruchu i aż dziwię się, że nikomu nie zapalił się notatnik;) Tematy wykładów były przeróżne zaczynając od stanów zagrożenia życia przechodząc przez przypadki internistyczne a kończąc na organizacji miejsca wypadku. Rzeczą, która cały czas, przy każdym temacie była nam wbijana do naszych pustych łepetynek było to, że ratownik musi dbać o własne bezpieczeństwo.

Mimo iż omawiane były poważne rzeczy nie było nudno i nie obyło się bez śmiechu. Między wykładami mięliśmy 5minutową przerwę? Te 5minut to była nasza zmora!!! Bo nigdy nie mogliśmy się wyrobić! Po upływie czasu przerwy wykład zaczynał się i kto się na nim nie pojawił to miał problem i tracił coś, co mogło go spotkać później na teście.

Myślę, że na kursie najwięcej kłopotów sprawiał ?fantom?, na którym ćwiczyliśmy resuscytację. Uczestnicy kursu podzielili się na trzy grupy ? tych, którzy uciski robili za lekko, ci, których uciski były zbyt mocne i biedny fantom miał połamane żebra i na nieliczną gromadkę osób, którym uciski wychodziły idealnie. Wszyscy za to mieliśmy problemy z wdechami, przy nich mylił się każdy. Przez to każdą wolna chwilę staraliśmy się spędzać ćwicząc resuscytacje… a wydawało się to takie proste w końcu to tylko dwa wdechy i 15 ucisków prawda?;)

Były również inne ćwiczenia sprawiające o wiele mniej kłopotów niż fantom. Musieliśmy podobierać się w pary i robić to, co pokazywała nam Asia tzn. pokazywała nam jak wygląda pozycja boczna ustalona, opatrunek uciskowy, opaska zaciskowa, jak usztywniamy kończynę w wypadku złamania, itp.

Wieczorem czekał nas egzamin. Czuliśmy się jak w szkole. Każdy siedział w daleko od siebie, uprzedzono nas o konsekwencjach ściągania itp.. Skład pytań był taki: dwa pytania wylosowane i dwa podstawowe identyczne dla każdego. Między nami wciąż chodziła kadra patrząc nam na ręce. Mimo iż bardzo się denerwowaliśmy tym egzaminem po zakończeniu wszyscy stwierdziliśmy, że nie był on taki trudny. A już po nim mięliśmy nieokreślenie długi czas wolny!!!

Następnego dnia przestraszylismy się troszeczkę bo po sniadaniu kazano nam znowu wyciągnąć karteczki!!! Byłam po prostu przekonana że kolejny teścik!!! Na szczęście to tylko mała ankieta na temat tego co nam się podobało na kursie, a co bysmy zmienili. Mielismy również wyrazić swoje zdanie na temat kadry. Na sam koniec zostały nam wręczone dyplomy i moglismy dumni z siebie (bo zdaliśmy wszyscy) wrócić do domu.

och. Dorota Andrasiak

Komentarze wyłączone

WordPress.org - wdrożenie: ACTIVENET - projektowanie stron internetowych - Warszawa, Marki (zapytań: 47, generowano: 0,567s)