Kapitan Stefan Pogonowski – bohater Bitwy Warszawskiej

Rano, 14 sierpnia, oddziały bolszewickie przełamały opór naszej I. armii na froncie Beniaminów-Słupno, zajęły wieś Wólka Radzymińska i przekroczyły szosę Struga – Nieporęt. Wdarły się tym samym za II linię polskiej obrony aż po Kąty Węgierskie. Był to największy i najniebezpieczniejszy wyłom w polskiej obronie a także najgroźniejsza chwila tej wojny – droga do Warszawy stanęła dla nieprzyjaciela otworem.

W nocy 15 sierpnia 1920 r. wojska bolszewickie były zaledwie o 15 kilometrów od Warszawy. Drogę Radzymińską osłaniała dywizja litewsko-białoruska, ale między Słupnem a Beniaminowem powstała przerwa między polskimi dywizjami.

Po południu 14 sierpnia 1920 r. w legionowskich koszarach spotkali się gen. Józef Haller, dowódca Frontu Północnego, dowódca 1. Armii gen. Franciszek Latinik oraz gen. Lucjan Żeligowski, dowódca stacjonującej tu 10. Dywizji Piechoty. Ustalono wówczas, że 10. Dywizja Piechoty wraz z 28. Pułkiem Strzelców Kaniowskich nie zostanie skierowana pod Modlin, jak dotychczas planowano, tylko przystąpi do odbicia Radzymina z rąk Rosjan.

Porucznik Stefan Pogonowski, dowódca I batalionu ciężkich karabinów maszynowych z 28 Pułku Strzelców Kaniowskich otrzymał rozkaz uderzenia rankiem 15 sierpnia na zajęty przez bolszewików Radzymin. Batalion trwał na pozycjach w widełkach szosy Pustelnik – Wólka Radzymińska.

W nocy, usłyszawszy strzelaninę swoich placówek, porucznik Pogonowski szybko formuje swój batalion i podąża w kierunku ognia. Nie zastaje na placówkach już ani jednego żywego człowieka i od razu ocenia grozę położenia – ze swoim oddziałem znalazł się praktycznie na tyłach maszerujących na Warszawę bolszewickich pułków. Dwie silne dywizje bolszewickie stoją u progu Warszawy. Jedyną siłą zdolną do walki w tym miejscu jest jego batalion liczący kilkuset żołnierzy.

I tu następuje wiekopomny czyn Pogonowskiego. Posyła do dowódcy 10 Dywizji gen. Żeligowskiego meldunek o nadejściu wroga, a sam prowadzi swój batalion przez Kąty Węgierskie i Mostki Wólczańskie na Wólkę Radzymińską.

Porucznik Stefan Pogonowski samorzutnie, przełamując psychologię klęski, ciągłych odwrotów i cofania się, nie czekając godziny ogólnego natarcia, uderzył ze swymi kompaniami atakiem nocnym pod Wólką Radzymińską. Rusza do ataku o 1 w nocy z jednym batalionem przeciwko dwóm dywizjom.

Historia wojen zna wiele przykładów kiedy garstka gotowych na wszystko żołnierzy śmiałym i brawurowym atakiem pokonuje o wiele liczniejsze oddziały przeciwnika. Niekiedy o losach bitew, w których walczą dziesiątki tysięcy żołnierzy przesądzić może czyn jednego, kilku, kilkunastu żołnierzy.

Ten manewr batalionu ciężkich karabinów maszynowych Pogonowskiego wywołał panikę w czołowych oddziałach bolszewickich i spowodował rozpoczęcie ogólnego, pośpiesznego wycofywania się nieprzyjaciela z pod Warszawy. Okazało się, że zaatakował najczulsze miejsce armii rosyjskiej, rozbił sztab nieprzyjacielski w Wólce Radzymińskiej.

Generał Żeligowski tak opisał natarcie batalionu Pogonowskiego.
„Bój 10 dywizji rozpoczął się jednak przed świtem, atakiem baonu por. Pogonowskiego. O godzinie 1-ej w nocy zaatakował on Wólkę Radzymińską. Pułki rosyjskie, słysząc silną strzelaninę na swoich tyłach zatrzymały się i poczęły się cofać. Natarciu por. Pogonowskiego przypisuję doniosłe znaczenie. Rosjanie widzieli przed sobą swój cel prawie osiągnięty. Z pozycji ich było widać ognie i światła Warszawy. My broniliśmy naszej stolicy już z rozpaczą. Walczyły nie tylko armaty, karabiny i bagnety, ale serca i psyche obu armji. Oni byli zwycięzcami, my zwyciężonymi. Droga do Warszawy stała otworem. Zdawało się, że bez przeszkody wejść do niej może nieprzyjaciel.”

Batalion Pogonowskiego zagrodził oddziałom nieprzyjaciela jedyne przejście od okolicy Radzymina do Warszawy wolne od okopów i drutu kolczastego. W ten sposób dwie wspomniane dywizje bolszewickie, odcięte z tyłu oddziałami Pogonowskiego i Pęczkowskiego, skazane zostały na zupełne zniszczenie od krzyżowego ognia naszej artylerii z Modlina i Zegrza.

Po parogodzinnej i krwawej walce wróg został odrzucony ku Radzyminowi. Nakazany w godzinach rannych atak dalszych oddziałów 10 dywizji na wieś Dąbkowiznę i Mokre dokonał reszty.

Już rankiem dnia 15 sierpnia wiedziała Warszawa, że bezpośrednio grożące jej niebezpieczeństwo zostało usunięte. Oddziały bolszewickie, dla których droga do stolicy była otwarta, cofnęły się w nieładzie, pędzone i dziesiątkowane przez nasze wojsko.

„W samorzutnej inicjatywie ś. p. kapitana Pogonowskiego leży wielkość jego czynu” - pisał jego bezpośredni dowódca generał Żeligowski. „Był to niejako moment zwrotny w historji tej wojny z Rosją bolszewicką. Psychologia klęski, cofania się, ciągłych odwrotów została nareszcie przełamana. Straciliśmy wielu oficerów… jednakże śmierć Pogonowskiego – jest momentem historycznym… w tem miejscu odwróciła się karta wojny, nastąpił przełom psychiczny u nas i u Rosjan. Od chwili tego natarcia rozpoczęły odwrót trzy, zwycięzko i niepowstrzymanie dotąd idące brygady, a także 21-a dywizja z Słupna, odwrotem tym stwarzając chaos i zamieszanie. Pogonowski, wiedziony nadzwyczajnym instynktem, rozpoczął zwycięstwo i 10-ej dywizji i 1-ej armii na przyczółku warszawskim. Na tem polega wielkie znaczenie jego czynu – i w tem chwała jego żołnierskiej śmierci”.

Moment ataku tak określili bolszewicy:
„Ażeby odeprzeć nasz atak, nieprzyjaciel z rejonu Pustelnika poprowadził energiczne natarcie w kierunku na północ na froncie Słupno – Piekielne Wrota – Rembelszczyzna. Wyrzucając ze Słupna części 21-ej dywizji, odrzucił on i nasz 242-gi pułk, a uczynił to z taką szybkością, że pułk nawet nie zdołał zawiadomić wysuniętego do Kątów Węgierskich 243-go pułku. Nieprzyjaciel prowadził ostatnie ataki i natarcie z uporem. W naszych wysiłkach daje się zauważyć przełom i przejście od aktywności do pasywności”.

Podczas bitwy porucznik Stefan Pogonowski został śmiertelnie ranny w Zamostkach Wólczańskich. Pośmiertnie odznaczony Krzyżem Virtuti Militari i awansowany do stopnia kapitana. W miejscu bitwy pod Wólką Radzymińską Korpus Oficerski 28. Pułku Strzelców Kaniowskich ufundował obelisk.

Inskrypcja na pomniku upamiętnia kpt. Stefana Pogonowskiego – dowódcę I batalionu 28. PSK, kpt. Benedykta Pęczkowskiego – dowódcę 6. kompanii oraz 18 żołnierzy poległych tu rankiem 15 sierpnia 1920 r. Obelisk zachował się do czasów współczesnych. Stoi do dziś przy trasie Marki – Nieporęt.

Ten skromny pomnik odsłonił 14 września 1924 r. prezydent II RP Stanisław Wojciechowski, a poświęcił go arcybiskup warszawski Aleksander Kakowski.

Boje o Radzymin odegrały kluczową rolę w Bitwie Warszawskiej. Walki w tym rejonie miały wyjątkowo zaciekły i krwawy przebieg. Miasto kilkakrotnie przechodziło z rąk do rąk. Tuż po Bitwie Warszawskiej, w noszącym świeże ślady straszliwych walk Radzyminie, gen. Haller odznaczył najdzielniejszych obrońców Warszawy. Miasto to od początku zostało więc uznane za miejsce szczególnie symboliczne dla walk o wolność odrodzonej Ojczyzny.

Każdy żołnierz, który bił się pod Radzyminem, tam właśnie obronił stolicę, ocalił ojczyznę.

Kapitan Stefan Pogonowski swoim atakiem uratował Strugę, Pustelnik i Marki od wejścia wojsk bolszewickich. Uratował Warszawę. Uratował Polskę. Uratował Europę.

Żołnierze kapitana Pogonowskiego polegli pod Wólką Radzymińską zostali pogrzebani w jednej z czterech zbiorowych mogił na cmentarzu w Radzyminie. Ciało kapitana Pogonowskiego zgodnie z jego wolą przewieziono do Łodzi.

Pogrzeb bohatera na Starym Cmentarzu stał się wielką manifestacją patriotyczną. Powstał komitet, który planował wznieść w Łodzi pomnik jemu poświęcony. Na życzenie rodziców kapitana odstąpiono od pomysłu ustawienia pomnika na jednym z placów miasta. Pomnik stanął na mogile kapitana Pogonowskiego. Wybudowany został z funduszy i darów mieszkańców Łodzi.

W 1929 roku uroczystego odsłonięcia pomnika na mogile Pogonowskiego dokonał gen. Stanisław Małachowski, dowódca Okręgu Korpusu IV Łódź. Pomnik przedstawia husarza trzymającego w jednej ręce szablę i wojskową czapkę. Drugą ręką opiera się na marmurowej tablicy z napisem: „Największemu z rycerzy poległych w obronie Ojczyzny przed nawałą bolszewicką w roku 1920″.

Kilka metrów dalej znajduje się mogiła dowódcy 6. kompani – Benedykta Pęczkowskiego.

Marki uczciły pamięć bohatera. W dniu 29 października 2008 roku Rada Miasta nadała ulicy w Markach imię kapitana Stefana Pogonowskiego.

Antoni Widomski
Komitet Pro-Memoria

PS. W dniu 12 sierpnia 2014 roku odwiedziliśmy mogiły obu bohaterów na Starym Cmentarzu w Łodzi. Pomnik na mogile Stefana Pogonowskiego jest obecnie w renowacji dlatego brak jest na fotografii skrzydeł husarskich. Jak wynika z informacji przy pomniku, renowacja ma być zakończona do 15 października 2014 roku.

Galeria

Komentarze wyłączone

WordPress.org - wdrożenie: ACTIVENET - projektowanie stron internetowych - Warszawa, Marki (zapytań: 55, generowano: 0,555s)