Iskierka nadziei

„… trudno pomyśleć o obrazie bardziej beznadziejnym niż ten, jaki przedstawiają dzisiaj Marki. Na ulicach czuje się bezruch śmierci. W kominach brak oddechu. Ludzie są pochylonymi, trzęsącymi się z głodu cieniami. Nie słychać tu śmiechu.

Nie widać ruchu. Pogrzeby są zbyt częste, by wzbudzać ciekawość. Podczas gdy maszyny gniją w przędzalni, dusze ludzi gniją w ich ciałach. Z miejsca, które niegdyś pulsowało energią ulotnił się duch walki. Nie ma nadziei na pracę, a nawet, jeśli takowa by się pojawiła, to brakuje sił, by ją podjąć.

Jest jednak budynek, w którym tli się iskierka nadziei – jest nim szkoła, w której organizacja American Relief zorganizowała punkt dożywiania dzieci. Zaprowadził mnie do niego pan Whitehead, współwłaściciel rozgrabionej przędzalni.

- Jeśli jest pan w stanie opowiedzieć o panujących tu warunkach – stwierdził – to niech pan powie światu, że Marki mają dług wobec Ameryki. Przed przyjazdem Amerykanów, w ciągu roku w naszej wiosce umarło z głodu 600 dzieci. Niezależnie od tego, co stanie się z nami, starszymi, uratowali oni nasze młode pokolenie”.[1]

To obraz Marek widziany oczami Coningsby Dawsona, wysłannika Herberta Clarka Hoovera – szefa American Relief Administration.

Skąd w Markach American Relief ?

W 1892 roku Ignacy Jan Paderewski odbywał tournee koncertowe w Stanach. W Kalifornii jeden z jego koncertów zorganizował młody student Herbert Clark Hoover. Honoraria, które pobierał Paderewski były wysokie. Wpływy z biletów starczyły zaledwie na opłacenie 1/5 należności. Artysta, widząc młodego studenta, organizatora koncertu, zapłacił koszty wynajmu sali i zrezygnował ze znacznej części swego honorarium. Czyn ten Hoover zachował na zawsze w pamięci.[2]

Ponowne spotkanie nastąpiło w 1919 roku w Warszawie. Paderewski był wtedy szefem rządu polskiego, natomiast Hoover – szefem American Relief Administration -  ARA. *

Amerykański polityk zasłynął jako organizator pomocy dla ludności cywilnej podczas I wojny światowej. Natychmiast po ogłoszeniu zawieszenia broni w 1918 roku , Prezydent Stanów Zjednoczonych wydelegował Hoover’a do Europy, celem utworzenia Amerykańskiego Wydziału Ratunkowego.

Zadaniem tej organizacji, której Biura Centralne miały siedzibę swą w Paryżu, było wysyłanie żywności i materiałów ratunkowych do różnych krajów Wschodniej Europy w celu ulżenia tej wyjątkowej nędzy, jaka powstała po wycofaniu się armii niemieckiej z krajów zrujnowanych przez wojnę.

Chociaż kredyty udzielone na ten cel przez Rząd Stanów Zjednoczonych były duże, jednak miały być rozdane w postaci żywności tylu milionom osób, że ogólna akcja ratunkowa Amerykańskiego Wydziału Ratunkowego mogła być tylko czasową i zaspokoić najpilniejsze potrzeby ludności w ciągu wiosny i wczesnego lata 1919 roku.

Ponieważ jednak stan zdrowotny milionów dzieci wygłodzonych w ciągu ostatnich lat wojny, w Polsce i w innych krajach Wschodniej Europy, był opłakany, Hoover i jego współpracownicy zdecydowali, iż naród amerykański nie może wycofać swej pomocy i pozostawić te bezradne stworzenia na łasce losu. Dzieci odczuły skutki wojny w największym stopniu; podtrzymanie ich życia i zdrowia wymagało intensywnego odżywiania aż do czasu zbiorów miejscowych i do chwili, gdy rodzice będą mogli zapewnić im odpowiednie warunki egzystencji.

Z inicjatywy p. Hoover’a w marcu 1919 r. został utworzony specjalny oddział Amerykańskiego Wydziału Ratunkowego dla Polski i innych krajów Wschodniej Europy, a zadaniem jego było dostarczanie jednego posiłku dziennie najbiedniejszym dzieciom, dla których była przeznaczona pomoc.

Główne zasady, na których opierała się akcja pomocy dzieciom były następujące:

  1. Żywność powinna być rozdawana tylko najbiedniejszym dzieciom Polski bez różnicy wyznania i narodowości; jedynym warunkiem otrzymania posiłku jest rzeczywista potrzeba;
  2. Każde dziecko lub matka karmiąca mają prawo tylko do jednego posiłku dziennie;
  3. Porcje mogą być wydawane tylko w formie gotowanej i muszą być spożywane czy to przez dziecko, czy matkę karmiącą, tylko w lokalu kuchni, gdzie żywność ta została ugotowana.[3]

Hoover pisał w pamiętnikach: „Polska stanie się wolna tylko wtedy, gdy będzie w stanie podźwignąć się z nędzy, w jaką ją wpędzili zaborcy i okupanci; kiedy będzie całkowicie uniezależniona od tych, co wydzielają jej życiodajne racje. Walka o przetrwanie nie może zakończyć się sukcesem jak długo Polacy mają puste żołądki”.[4]

W sierpniu 1919 roku, w czasie swojej wizyty w Polsce, Hoover był świadkiem łamiącej serce sceny. Powitać go przyszło dwadzieścia pięć tysięcy dzieci. Przyszły boso. Hoover niezwłocznie telegrafował po pomoc. Przed zimą dostarczono do Polski 700 tysięcy płaszczy oraz 700 tysięcy par butów. Kolejne pół miliona płaszczy i butów dostarczono w następnych dwóch latach. [8]

Dzieci w płaszczach i butach dostarczonych do Samboru w 1920 roku.
Picture courtesy of ushistory.org

Warto odnotować, że pomoc amerykańska w tym czasie dla Polski nie ograniczała się tylko do serwowania żywności i odzieży dla dzieci. Korzystali z niej w szerokim zakresie także repatrianci, nauczyciele szkół wszystkich poziomów (także wyższych), studenci i emeryci.

Dzięki dostawom amerykańskiej bawełny w 1919 r. Hoover stworzył szanse odrodzenia przemysłu włókienniczego w Łodzi.

W grudniu 1919 roku, w dzień wigilijny, Józef Piłsudski wysłał depeszę do Herberta Hoovera, Przewodniczącego American Relief Administration, dziękując za dary dla polskich dzieci.
W dniu, w którym depeszę wysłano, znany z pacyfistycznych poglądów senator Reed ze stanu Missouri oskarżył na forum Kongresu akcję American Relief Administration (kierowaną przez Hoovera) i jego osobiście o sprzeniewierzenie kredytu dla celów militarnych „na wspomożenie polskiej armii, zaangażowanej w wojnę, której Ameryka nigdy nie autoryzowała”. [5]

Okazuje się bowiem, że Hoover prowadził w 1919 i 1920 roku akcję wspierania Polski w obronie przed bolszewizmem i Niemcami. Sam Hoover napisał w kwietniu 1920 roku na łamach „National Review”: „Dzisiejsza Polska jest zmuszona do utrzymania linii frontu broniącej Europę przed inwazją bolszewicką. Będąc w rozpaczliwej sytuacji ekonomicznej, musi utrzymać 500 tys. armię, walczącą na froncie długości półtora tysiąca mil i będącą strażnicą Europy”. [6]

Wymieniona już ARA niosła pomoc także dla żołnierzy polskich, głównie w zagrożonym dla bytu państwowego 1920 r. Dostarczano nie tylko żywności, butów i odzieży, ale także, co było niezmiernie ważne, taboru kolejowego i amunicji. [7]

Jak ocenił historyk Jerzy Lerski, pomoc, jaką zaoferował Hoover w krytycznych momentach wojny, przyczyniła się w większym stopniu do jej wygrania niż osławiona francuska misja wojskowa generała Weyganda. [6]

Najbardziej tragiczna była po wojnie sytuacja dzieci polskich (wysoka śmiertelność, głód, gruźlica, nawet tyfus, brak obuwia i odzieży). Jak podaje Dawson, w samych Markach zmarło w tym okresie 600 dzieci.[1]

W maju 1920 roku Hooverowska akcja odżywiania obejmowało 300 tysięcy dzieci pochodzących z najuboższych rodzin w najbardziej upośledzonych regionach. Liczba punktów, do których dowożono ciężarówkami i wszystkimi możliwymi środkami lokomocji żywność, wyniosła 10 tysięcy. [7][8]

Jednym z takich punktów była stołówka w szkole w Markach.[1] Obecnie mieści się w tym budynku Marecki Ośrodek Kultury

Jak informowała w połowie 1921 roku Rzeczpospolita, polskim dzieciom podano w sumie 550 milionów posiłków. Odżywianiem zaczęto obejmować studentów wyższych uczelni, wypłacano zapomogi zubożałym inteligentom i uciekinierom – ofiarom wojny na wschodzie. Wydano milion ubrań. [8]

Na skutek działań wojennych, przemarszu wojsk i wywożenia przez okupantów wszystkiego, co było możliwe, przemysł na terenach polskich był ogromnie zniszczony, pozbawiony maszyn i surowców. O rozmiarach grabieży fabryki w Markach pisał Coningsby Dawson[1]

Premier Wincenty Witos pisał do Hoovera w październiku 1920 roku: „Robimy wszystko, by wydostać się z ekonomicznej otchłani. Bez nowych działań na dużą skalę, jak odżywianie, przeprowadzane jak dotąd z tak wielką skutecznością i precyzją, charakterystyczną dla Pańskiej pracy, pół miliona polskich dzieci będzie narażonych na niebezpieczeństwo niedotrwania do końca zimy. Zwracamy się ponownie z prośbą o pomoc do amerykańskiego narodu i do Pana, autora największego planu pomocy chrześcijańskiej, dotąd nieznanego w historii”.[2]

Świadom wyczerpania zasobów żywności i lekarstw, Hoover z początkiem stycznia 1921 zareagował natychmiast. Potrzebował następnych 20 milionów dolarów, bajońskiej sumy na tamte czasy. Fundusze zdobywał nierzadko w bardzo oryginalny sposób.

W warszawskim dzienniku Robotnik tak opisano bankiet w hotelu Commodore w Nowym Jorku, wydany w celu zebrania dotacji dla Polski: „Obiad podawano na drewnianych stołach, blaszanych talerzach, bez serwetek. Składał się z ziemniaków, ryżu i kubka kakao. Wstęp wynosił 1000 dolarów na osobę. Na środku potężnego stołu ustawiono wysokie krzesło dla nieobecnego na przyjęciu dziecka. Na siedzeniu stała świeczka, która płonąc rzucała światło na wieczorowe suknie pań i białe koszule panów. Był to symbol dopalającego się losu dziecka. Dookoła stołu siedzieli najzamożniejsi ludzie w Stanach Zjednoczonych. Tego wieczora Hoover zebrał milion dolarów”.[2]

Honorowy Obywatel Warszawy

Polska wyraziła spontanicznie swą wdzięczność Ameryce i Hooverowi za ogromną pomoc po I wojnie światowej:

  • 22 października 1922 r. na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie postawiono pomnik Wdzięczność dla Stanów Zjednoczonych Ameryki dłuta Ksawerego Dunikowskiego (niestety, nie dotrwał do naszych czasów),
  • w 1919 r. jednej z ulic Warszawy nadano nazwę Alei Hoovera, Uniwersytet Jagielloński uhonorował go doktoratem medycyny. Na spotkanie z Hooverem wyszło ponad sto tysięcy mieszkańców Krakowa,
  • w 1920 roku  został Honorowym Prezesem Polsko-Amerykańskiego Komitetu Pomocy Dzieciom,
  • w 1921 roku został Honorowym Obywatelem m. stołecznego Warszawy, otrzymał doktorat honorowy prawa Uniwersytetu Warszawskiego,  został Honorowym Członkiem PCK oraz Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego, Honorowym Obywatelem Lwowa oraz uzyskał doktorat honorowy medycyny Uniwersytetu Lwowskiego,
  • w 1922 r. został Honorowym Obywatelem Warszawy, [7]

Wraz z wybuchem II wojny światowej Hoover jako pierwszy Amerykanin opowiedział się za wznowieniem pomocy dla Polski. Po spotkaniu z ambasadorem Jerzym Potockim, już w 3. tygodniu września 1939 r. utworzono kolejną komisję pomocy, Commission for Polish Relief, tzw. Comporel.

Hoover zainicjował rozmowy w Departamencie Stanu, dzięki którym wyasygnowano sumę 50 milionów dolarów. Następne 30 pojawiło się w parę miesięcy później. Po przyjeździe do Nowego Jorku Ignacego Jana Paderewskiego w 1940 r. doszło do ponownego spotkania obu mężów stanu. Postanowili koordynować swe poczynania.

W maju 1945 roku prezydent Truman, odwołując się do doświadczeń Hoovera, powołał go raz jeszcze do służby publicznej dla określenia potrzeb żywnościowych powojennej Europy.

Już jako 70-latek Hoover pojawił się raz jeszcze w marcu 1946 r. na ulicach Warszawy.

2 kwietnia 1946 roku. Hoover w otoczeniu dzieci, sierot wojennych.
Picture courtesy of ushistory.org

Był zdruzgotany rozmiarami zniszczeń. Wędrował kilometrami wzdłuż ruin miasta, które znał z dni głodu, ale nie fizycznego unicestwienia. Zaniepokoił go poziom życia elit komunistycznych goszczących go zbytkiem szokującym wobec realiów życia szarych obywateli. Raziło go, że mówiono o głodzie milionów przy uginającym się od potraw obiedzie wydanym przez Bolesława Bieruta.

By zapoznać się z realiami, odwiedził sierocińce, szpitale i szkoły. Choć informacji o jego obecności nie podano do wiadomości publicznej i pomimo 20-letniej nieobecności w Polsce, rozpoznawano go wszędzie, a ludzie gromadzili się spontanicznie w tłumy. Fotografie z jego spotkania z dziećmi znalazły się w światowej prasie.

Po powrocie do Waszyngtonu Hoover wysunął kolejną ofertę dostarczania środków medycznych, ubrań i żywności. Po zatwierdzeniu jego plan dostaw realizowano przez następnych dwadzieścia parę lat. Był on największy ze wszystkich dotychczasowych. Miliony ton mąki, oleju, masła, mleka w proszku, tapioki, mielonki, żółtego sera i wielu innych produktów z charakterystycznym napisem CARE** i UNRRA*** i wizerunkiem uściśniętych dłoni trafiała do tysięcy punktów publicznego odżywiania: szpitali, przedszkoli i szkół.

Do końca lat 60. prawie każdy młody Polak urodzony w tamtych latach otrzymywał kaloryczny „zastrzyk” Hoovera. [2]

Jestem jednym z tych którzy wygląd i smak „zastrzyków” Hoovera pamiętają do dziś, chociaż minęło ponad pół wieku.

Herbert Clark Hoover zmarł 20 października 1964 roku.

Ten tekst poświęcam Jego pamięci w 45 rocznicę śmierci.

=================================================

* ARA – w dokumentach polskich z tego okresu występuje określenie Amerykański Wydział Ratunkowy. Natomiast w źródłach współczesnych spotykamy się często z określeniem ? Amerykańska Administracja Pomocy. W tekście występować będą obie wersje, zgodnie ze źródłem skąd pochodzą fragmenty tekstu.
** CARE Organizacja humanitarna utworzona w celu niesienia pomocy ofiarom wojny (Coperative for American Remittances to Europe).
*** UNRA – (United Nations Relief and Rehabilitation Administration ? Organizacja Narodów Zjednoczonych do Spraw Pomocy i Odbudowy)

Źródła:
[1] Coningsby Dawson, It Might Have Happened To You: A Contemporary Portrait Of Central And Eastern Europe, Rozdział XIII, Tłumaczenie: Michał Szymani, 5.10.2009 rok.
http://www.marki.net.pl/przypadek-wsi-marki-12419
[2] Aspekt Polski miesięcznik Katolickiego Klubu im. Św. Wojciecha,
Napisał(a) Tadeusz Gerstenkorn    wtorek, 05 kwiecień 2005
http://www.aspektpolski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=25&Itemid=30
[3] A brief description of the work conducted in Poland by the American relief administration in cooperation with the Polish government. Krótki zarys działalności Amerykańskiego Wydziału Ratunkowego, prowadzonej przy Współudziale rządu polskiego na terenie Rzeczypospolitej polskiej. University of California Los Angeles Library 1922. www.archive.org/details/briefdescription00amer
[4] Polonia Devastata. Polonia i Amerykanie z pomocą dla Polski (1914-1918). Danuta Płygawko. Fragmenty książki http://czytelnia.onet.pl/0,1124568,do_czytania.html
[5]B. Winid, After the Colby Note: The Wilson Administration and the Polish-Bolshevik War, „Presidential Studies Quarterly”, Vol. XXVI (1996), no. 4, 1165 – 1169]
[6] Z. L. Stańczyk, Herberta Hoovera wojna z bolszewikami, „Rzeczpospolita”, nr 238 (4795), 11 – 12 października 1997;
[7] Przegląd Polski 14 września 2007
http://www.dziennik.com/www/dziennik/kult/archiwum/07-12-07/pp-09-14-03.html
[8] http://www.ushistory.org/more/hoover.htm
Zgodnie z warunkami udzielonej zgody na publikację, podaję informację o źródle:
Picture courtesy of ushistory.org
Story courtesy of ushistory.org
Information courtesy of ushistory.org

Galeria

Komentarze: 9

  1. M. Świerczyński pisze:

    Katastrofalny stan Państwa Polskiego w momencie odzyskania niepodległości i sukces w dziele jego odbudowy, powinien być wzorem do naśladowania dla naszych elit politycznych i gospodarczych po 1989 roku. Niestety, elity, z awansu społecznego, okazały się do tego niezdolne.

  2. Dariusz Pietrucha pisze:

    Możemy to róenież przełożyć na nasze miasto. Dwadzieścia lat minęło a my ciągle jesteśmy na etapie zaspakajania elementarnych potrzeb (kanalizacja, chodniki, ulice, obwodnice), a przecież czas najwyższy aby cieszyć się życiem. Przez cały okres PRL walczylismy o to aby żyć. Tak dalej być nie musi.

  3. Dariusz Pietrucha pisze:

    Tak naprawdę Panie Marku w naszym przypadku to nie chodzi o elity. Miastem zarządzają ludzie spsród nas więc jest to chyba obraz nas samych(oby nie).

  4. M. Świerczyński pisze:

    Panie Darku. Kondycja gmin jest nierozerwalnie związana z kondycją państwa. Nie oczekujmy, że wiele się u nas zmieni, przy tak beznadziejnym zarządzaniem sprawami państwowymi. Perspektywa zmian w gminnej oświacie, która gminie grozi, poważnie ograniczy finansowanie budowy infrastruktury. Każda gospodyni, jak ma w skrzyni. Na razie cieszmy się z tego, że omijają nas afery, które pączkują w elitach wolnościowej partii, sprawującej władzę. Państwo się chwieje, nic dobrego z tego, dla tych na dole, nie wyniknie.

  5. Dariusz Pietrucha pisze:

    Panie Marku. Mam wrażenie, że Pana teoria o kondycji gminy jest mylna, bo gdyby ustawić sytuacje odwrotnie to prosze sobie wyobrazić kondycję państwa patrząc na kondycję naszej gminy.Owszem ta korelacja do pewnego stopnia istnieje natomiast po to mamy samorzadność by ludziom żyło się lepiej i to wszystkim.

  6. M.Świerczyński pisze:

    Panie Darku.To działa tylko w jedną stronę, z góry na dół. Proszę mi powiedzieć, w jaki sposób decyzje gminy wpływają na sytuację państwa? Czy nie widzi Pan, że żyje nam się lepiej, przynajmniej w tym zakresie, który zależy od gminy. Prawo o działalności gospodarczej, koncesje na różne rodzaje działalności, podatek dochodowy i udział w nim gminy, vat, akcyza – to wszystko i jeszcze wiele innych decyzji centralnych władz, wpływa na poziom życia wszystkich obywateli, a mieszkają oni w gminach. Dobra kondycja państwa powoduje, że wszystkim, którzy zamieszkują jego terytorium powodzi się lepiej. A jak jest ogólnie lepiej, wtedy mniej pretensji pod adresem lokalnych władz. Jest to tak oczywiste, że nie wierzę w szczerość Pańskich wątpliwości. Musi Pan mieć jakiś inny cel w prowokowaniu dyskusji. Pozdrawiam.

  7. Dariusz Pietrucha pisze:

    Szanowny Panie Marku. Decyzje gminy oczywiscie nie wpływają na sytuację państwa. To oczywista oczywistość. We wcześniejszym wpisie napisał Pan, że „kondycja gminy jest nierozerwalnie związana z kondycją Państwa”. Owszem tak kiedyś było, ale 20 lat temu to się zmieniło. Bez pieniędzy „centralnych” gminy nie wyżyją,( może poza jedną) ale jesli egzystują tylko z tej kasy to tak jak w przypowieści o talentach. Musimy pomnażać, zarabiać, zdobywać kasę we własnym gminnym interesie

  8. Dariusz Pietrucha pisze:

    Panie Marku.
    Ponieważ doszukuje sie Pan drugiego dna w tej dyskusji i powatpiewa pan w szczerośc moich intencji tym oto wpisem kończę swą obecność w tym wątku. Pozdrawiam
    Darek Pietrucha

  9. Maria Geier pisze:

    Jak bylo w okresie PRL to wszyscy wiemy.Kto chcial pracowac mial pieniadze i nie mial okazjii zostac bezdomnym i bezrobotnum.Dzieci byly syte i wykapane a w domu bylo cieplo.W tej chwili jest sytuacja katastrofalna.Normalny czlowieku:albo bedziesz pracowal za marne grosze albo zdechniesz z glodu.Pomoc z opieki spolecznej jest groszowa.Czlowiek stary nie ma prawa do przezycia bez pomocy dzieci,ktore tez sa bezrobotne i wnuki tez.Zrujnowanie Polski bylo planowane juz od szeregu lat.Sabotaz najwiekszy w dziejach panstwa.Pamietam od babci pomoc po I wojnie swiatowej ludzie jakos przezyli.W tej chwili nie ma szans.Ja wychowalam w PRL 3 dzieci ale duzo pracowalam.Zadnej pomocy od nikogo niedostalam.Moje dzieci tak samo nic nie dostaly. Sa ludzie ktorzy prowadza rozmaite ciemne interesy.Polskajest krajem kombinatorow i zlodziei w zywe oczy. Nie ma zyciaw tym kraju.

Zastrzeżenie
Opinie publikowane na łamach Portalu Społeczności Marek są prywatnymi opiniami piszących – redakcja Portalu nie ponosi za nie żadnej odpowiedzialności.
Osoby publikujące w artykułach lub zamieszczające w komentarzach wypowiedzi naruszające prawo mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

WordPress.org - wdrożenie: ACTIVENET - projektowanie stron internetowych - Warszawa, Marki (zapytań: 57, generowano: 0,591s)