Mistrza jeszcze nie znamy. AGD albo Niespodzianka!

ASJ 0:5 Dol Bud

Walkower

*

Grom – In Plus 5:12

Biorąc pod uwagę miejsca zajmowane przez obydwa zespoły w tabeli to zdecydowanym faworytem tego meczu byłby In Plus. Jednak gdy w Zespole Szkół nr 2 zaczęli pojawiać się poszczególni gracze to na pierwszy rzut oka przewagę wydawał się mieć już jednak Grom. Przede wszystkim w jego składzie pojawił się nominalny bramkarz – Mateusz Sokołowski. Księgowi kolejny raz przystępowali do rywalizacji bez podstawowego golkipera. Tym razem Łukasza Bestrego musiał zastąpić Marcin Częścik i tu należało upatrywać większych szans gospodarzy.
Zgodnie z tymi przewidywaniami jako pierwszy bramkę zdobył właśnie Grom a konkretnie Adam Stromecki, który precyzyjnym strzałem zmusił Marcina Częścika do kapitulacji. Gospodarze prowadzenie utrzymali tylko przez dwie minuty ponieważ w 6 minucie do wyrównania doprowadził Tomek Popiół. Zawodnicy Grześka Wojdy szybko starali się ponownie umieścić piłkę w bramce, ale interwencje Marcina Częścika nie dawały odczuć, że jest to tylko zawodnik z pola. To co nominalny obrońca księgowych robił przy strzałach Mateusza Gołaszewskiego i Piotrka Jarosa wie chyba tylko on sam. W 11 minucie na strzał zdecydował się natomiast Robert Różycki i zina po rykoszecie wpadła obok zaskoczonego Mateusza Sokołowskiego. Minutę później golkiper gospodarzy kolejny raz musiał wyciągać piłkę z siatki – tym razem po uderzeniu Sebastiana Ryńskiego. Grom dążył do strzelenia kontaktowej bramki, ale ani Piotr Jaros ani Adam Stromecki nie mogli dobrze się wstrzelić. Na domiar złego w 15 minucie kontuzji doznał Piotrek Jaros i widać było, że każdy kontakt z piłką wiele go kosztuje. Snajper gospodarzy nie zamierzał jednak odpuszczać i z grymasem bólu na twarzy postanowił grać do samego końca. Niestety jego niepełna dyspozycja odbijała się na całej grze Gromu, który nie umiał radzić sobie bez sprawnego lidera. W 17 minucie składną akcję całego zespołu wykończył Tomek Popiół i księgowi prowadzili już 4:1. A wynik do przerwy ustalił w 20 minucie Marcin Krzysztoń zdobywając bramkę na 5:1.
Drugą odsłonę znów lepiej rozpoczęli podopieczni Grześka Wojdy i po raz kolejny w głównej roli wystąpił Adam Stromecki. Doświadczony pomocnik z zimną krwią wykorzystał błąd obrony i wpakował piłkę do bramki. W 23 minucie niefortunną interwencją popisał się jednak Paweł Jaros, który chcąc wybijać piłkę umieścił ją we własnej bramce. Ta bramka chyba doszczętnie podcięła skrzydła gospodarzom, którzy co raz częściej pozostawiali rywali bez krycia. W 30 minucie Mateusza Sokołowskiego pokonał Sebastian Ryński i było już 2:7. Minutę później odpowiedział jednak Mateusz Gołaszewski, ale widać było, że jego koledzy chyba już pogodzili się z tym, że ciężko będzie o choćby jeden punkt. W 33 bramkę dla księgowych zdobył bowiem Marcin Krzysztoń a po chwili ten sam zawodnik ponownie cieszył się z gola. Cztery minuty później było już 10:3 dla In Plusu a na listę strzelców wpisał się Robert Różycki. Wprawdzie na jego bramkę błyskawicznie odpowiedział Darek Łapiński, ale po chwili to samo uczynił Sebastian Ryński i wysoka przewaga księgowych wciąż była zachowywana. W 38 minucie do siatki gości trafił w końcu Piotr Jaros, ale ostatnie słowo i tak należało do Ryńskiego, który ustalił w 40 minucie wynik meczu na 12:5 dla zespołu Patryka Galla.
In Plus wygrał w pełni zasłużenie choć grał kolejny raz w mocno eksperymentalnym składzie. Jednak mimo zwycięstwa ekipa gości będzie miała ciężkie zadanie aby zająć na koniec trzecią lokatę w lidze…

Zawodnik meczu: Sebastian Ryński (In Plus)

Po kilku słabszych meczach w końcu się obudził. W meczu z Gromem mogliśmy oglądać go takiego jak w pierwszych meczach tego sezonu – skutecznego i nieustępliwego. Dzięki temu na jego koncie pojawiły się aż 4 trafienia.

Grom:

Stromecki 4, 21
Gołaszewski 31
Łapiński 37
Jaros Piotr 38

In Plus:

Popiół 6, 17
Różycki 11, 37
Ryński S. 12, 30, 38, 40
Krzysztoń 20, 33, 34
samobój. 23

*

Galacticos – Promil 18:11

To spotkanie nie miało zdecydowanego faworyta. Obydwie drużyny preferują ofensywny styl gry co mogło zapowiadać grad bramek. Wydaje się jednak, że bardziej na zwycięstwie powinno zależeć Promilowi, który bardzo chce zająć jak najwyższe miejsce w lidze i na każdym kroku głośno o tym wspomina.
Mecz idealnie rozpoczęli jednak galaktyczni, którzy za sprawą Kuby Nowaka objęli prowadzenie już w 2 minucie. Po dwóch minutach do wyrównania doprowadził jednak Zbyszek Jasek. Nie minęło 60 sekund a gospodarze ponownie wyszli na prowadzenie – tym razem golkipera gości pokonał Bartek Świniarski. Zespół Marcina Nowaka znowu chciał jak najszybciej doprowadzić do remisu, ale w 11 minucie Szymon Mogielnicki podwyższył prowadzenie Galacticosu. Jeszcze w tej samej minucie zrewanżował mu się Patryk Ratke i wymiana cios za cios trwała w najlepsze. W 12 minucie zagranie od Kuby Nowaka na bramkę zamienił Świniarski, ale po chwili to samo po przeciwnej stronie uczynił Ratke. Promil starał się jak mógł aby zdobyć wyrównującą bramkę i udało mu się to w 16 minucie gdy precyzyjnym uderzeniem popisał się Urbaniak. Goście kolejny raz nie wyciągnęli jednak wniosków z popełnianych wcześniej błędów i znowu pozwolili wyjść rywalom na prowadzenie a do protokołu meczowego wpisał się Konrad Sójka. W 19 minucie wynik do przerwy ustalił Mateusz Simborski, który zdobył bramkę na 6:4.
Tuż po rozpoczęciu drugiej połowy bramkę kontaktową zdobył Mateusz Skibiński. W 22 minucie dobrze rozegraną kontrę na bramkę zamienił zaś Szymon Mogielnicki i dwubramkowa przewaga wciąż była zachowywana. Minutę później grający niezwykle ambitnie Promil doprowadził do wyrównania strzelając dwie bramki pod rząd. Najpierw galaktycznego bramkarza pokonał Marcin Nowak a w kolejnej akcji to samo zrobił Zbyszek Jasek. Gra „bramka za bramkę” wciąż jednak trwała i na szybko zdobytą bramkę przez Bartka Świniarskiego odpowiedział Marcin Nowak. Od tego momentu wszystko się jednak zmieniło – Promil jakby opadł z sił a w ekipę Marcina Kapusty wstąpiły nowe. Najpierw w 25 minucie hat-tricka skompletował Szymon Mogielnicki a po chwili swoją czwartą bramkę w meczu zdobył Bartek Świniarski. Promil zupełnie nie przypominał drużyny z przed kilku minut. Gracze Marcina Nowaka przyglądali się tylko jak kolejne bramki zdobywają Świniarski (dwie) i Kapusta. W 33 minucie kolejny już raz na listę strzelców wpisał się Bartek Świniarski i galaktyczni prowadzili aż 14:8. W 34 minucie do siatki trafił Patryk Ratke a w 37 wyczyn kolegi skopiował Zbyszek Jasek. Na obydwie bramki tradycyjnie już odpowiedział jednak Bartek Świniarski. Ostatni zryw Promilu miał miejsce w 38 minucie gdy swoje premierowe trafienie w MLF zaliczył Malinowski. Ostatnie dwa słowa należały jednak do Galacticosu a właściwie do Mateusza Simborskiego i Kuby Nowaka. Obaj zdobyli w końcówce po bramce i ustalili tym samym wynik meczu na 18:11.
Trzeba przyznać, że gospodarze wygrali w pełni zasłużenie, ale był to mecz co najmniej dziwny. Promil do pewnego momentu toczył bowiem zaciętą i wyrównaną walkę ze swoim przeciwnikiem. W pewnym momencie niestety uszło z niego powietrze i całą inicjatywę przejął Galacticos, który z zimną krwią to wykorzystał.

Zawodnik meczu: Bartek Świniarski (Galacticos)

Kapitalne zawody w jego wykonaniu. Ma niespożyte siły, które wykorzystał do zdobycia aż 9 bramek. Jego obecność wyraźnie podnosi jakoś nie tylko gry Galacticosu, ale i całej ligi.

Galacticos:

Nowak K. 2, 39
Świniarski 5, 12, 24, 26, 27, 28, 33, 36, 37
Mogielnicki Sz. 11, 22, 25
Sójka 16
Simborski 19, 38
Kapusta 30

Promil:

Jasek 4, 23, 37
Ratke 11, 13, 34
Urbaniak 16
Skibiński 20
Nowak M. 23, 24
Malinowski 38

*

TB – Niespodzianka 5:8

Gospodarze wyjątkowo poważnie potraktowali spotkanie z liderem MLF i pojawili się w najsilniejszym składzie. Niespodzianka znowu nie miała do dyspozycji wszystkich zawodników i przy ul. Wczasowej drugi raz z rzędu zebrała się „żelazna” piątka. Taki obrót sprawy dawał drinkersom nadzieję na uzyskanie korzystnego rezultatu.
Podopieczni Mikołaja Szczepanowskiego rywalizację z głównym faworytem do zdobycia mistrzostwa MLF rozpoczęli bardzo uważnie. Wiedzieli bowiem, że szybkie rzucenie się na rywala może się im odbić czkawką. Niespodzianka natomiast spokojnie czekała aż przeciwnik się odkryje.
I w 3 minucie po szybkiej wymianie podań wynik meczu otworzył Radek Stefaniak. Zawodnik gości tradycyjnie w swoim stylu mocnym strzałem z lewej nogi nie dał Przemkowi Zadruskiemu najmniejszych szans na skuteczną interwencję. Po chwili mogło być 0:2, ale Grzesiek Polak będąc sam przed bramką posłał piłkę tuż obok słupka. Niewykorzystana przez gości sytuacja zemściła się w 5 minucie gdy do wyrównania doprowadził Piotrek Wiechowicz. Zaskoczona utratą bramki Niespodzianka chciała jak najszybciej kolejny raz objąć prowadzenie. Tuż po rozpoczęciu gry od środka przed szansą zdobycia drugiej bramki stanął Radek Stefaniak, ale zabrakło mu zimnej krwi w końcowej fazie akcji. W 8 minucie nic mu już nie przeszkodziło w pokonaniu Przemka Zadruskiego i lider MLF wyszedł na zasłużone prowadzenie. TB chciało szybko wyrównać, ale dobrze w bramce spisywał się Krzysiek Ratajczyk. Golkiper Niespodzianki najpierw znakomicie wyczuł zamiary Roberta Nieradki a po chwili pewnie wyłapał strzał Krzyśka Suskiego. W 12 minucie padła zaś trzecia bramka dla gości a jej strzelcem okazał się Grzesiek Polak, który po kilku nieudanych próbach w końcu zapisał się w meczowym protokole. W 15 minucie ten sam zawodnik mógł natomiast zaliczyć asystę, ale jego dobrego podania nie wykorzystał Radek Stefaniak. W 18 minucie kontaktową bramkę zdobył natomiast Robert Nieradka i to trafienie wlało olbrzymie nadzieje w serca jego kolegów, że można jeszcze będzie urwać punkty faworytom całych rozgrywek.
Na zrealizowanie swojego planu zawodnicy Mikołaja Szczepanowskiego mieli całe 20 minut drugiej połowy.
Jako pierwsi zaatakowali jednak goście, którzy kilka sekund po wznowieniu gry stanęli przed doskonałą szansą na podwyższenie prowadzenia. Wybornej okazji nie wykorzystał jednak Grzesiek Polak, którego strzał sparował na rzut rożny Przemek Zadruski. W 22 minucie golkiper TB nie miał już jednak żadnych szans na skuteczną obronę atomowego uderzenia Polaka. Defensor Niespodzianki otrzymał podanie od Radka Stefaniaka i bez namysłu oddał piekielnie mocny strzał w kierunku bramki rywala a piłka po odbiciu od poprzeczki wylądowała w siatce. Gospodarze starali się przeciwstawić przeciwnikowi, ale nawet gdy udało im się oddać jakiś strzał to padał on łupem pewnie broniącego Krzyśka Ratajczyka. Bramkarz Niespodzianki nie miał jednak żadnych szans w 29 minucie gdy z bliskiej odległości pokonał go Michał Lewandowski. Radość drinkersów nie trwała jednak zbyt długo ponieważ w przeciągu dwóch minut Zadruskiego dwukrotnie pokonał Radek Stefaniak i lider MLF prowadził już 6:3. W 33 minucie swoją trzecią bramkę w meczu zdobył Grzesiek Polak i gospodarze wiedzieli, że na kolejną szansę będą musieli poczekać minimum rok. Dwie minuty później na listę strzelców wpisał się zaś Michał Trzaskoma i zrobiło się 8:3. Gospodarzy było stać jeszcze na dwa trafienia Piotrka Wiechowicza i Michała Lewandowskiego. Ostatecznie skończyło się 8:5 dla Niespodzianki, która grając bez zmian kolejny raz potwierdziła swoją klasę. TB miało olbrzymią szansę, która chyba prędko już się nie pojawi. Ich rywale jeszcze nigdy nie podchodzili do meczu w tak osłabionym składzie i strach pomyśleć co by było gdyby byli tacy zawodnicy jak Rafał Jeż, Damian Pacuszka i Adrian Górny a o Rafale Barzycu nawet nie wspominając.

Zawodnik meczu: Radosław Stefaniak (Niespodzianka)

Idealnie wkomponował się w zespół Niespodzianki. W swoim drugim meczu w jej barwach pokazał kolejną próbkę swoich dużych możliwości. Oprócz czterech bramek zaliczył też dwie asysty.

TB:

Wiechowicz 5, 38
Nieradka 18
Lewandowski 29, 39

Niespodzianka:

Stefaniak 3, 8, 30, 31
Polak 12, 22, 33
Trzaskoma 35

Prestige – Incognito 5:6

Zdecydowanym faworytem tego meczu było Incognito, które zajmowało
trzecią lokatę. Prestige to jednak nieobliczalny zespół i nie należy
go lekceważyć zwłaszcza gdy w składzie widnieje Tomek Terpiłowski.
Już pierwsze minuty wyraźnie pokazały, że o losach tego spotkania
zadecydują detale. Obydwie drużyny toczyły ze sobą wyrównaną walkę o
każdy centymetr parkietu. Jako pierwsi przed szansą objęcia prowadzenia
stanęli gospodarze, ale strzał Tomka Terpiłowskiego zatrzymał Sebastian
Puławski. W 4 minucie w dobrej sytuacji znalazł się zaś Marcin
Sarnacki, ale zabrakło mu odrobiny szczęścia by móc cieszyć się ze
zdobycia bramki. W 9 minucie Incognito objęło jednak prowadzenie po
precyzyjnym uderzeniu Kamila Ryńskiego. Minutę później wynik meczu
podwyższył Krzysiek Woźniak i było już 0:2. Zawodnicy Prestige
próbowali się odgryźć, ale szwankowała przede wszystkim skuteczność.
Dopiero w 15 minucie bramkę kontaktową zdobył Maksym Domański, ale dwie
minuty później do siatki trafił Mariusz Kwiatkowski i goście wciąż prowadzili dwiema bramkami.
W 20 minucie kapitalną akcją popisał się zaś Adrian Szubierajski, który
ośmieszył wręcz golkipera gospodarzy i zdobył kolejną bramkę dla
swojej drużyny.
Po przerwie gospodarze od razu rzucili się do ataków chcąc jak najszybciej zmniejszyć
rezultat. W 22 minucie Sebastiana Puławskiego mógł pokonać Mateusz Pasek, ale
bramkarz Incognito nie dał się zaskoczyć. Dwie minuty później nie miał już jednak
nic do powiedzenia przy mierzonym uderzeniu Tomka Terpiłowskiego. W 25 minucie
we własnym polu karnym ręką zagrał Kamil Żochowski i sędzia zmuszony był podyktować
rzut karny dla gości. Do piłki podszedł Sebastian Puławski, ale jego uderzenie okazało
się bardzo niecelne. W 28 minucie na strzał zdecydował się Adrian Szubierajski i
piłka zaskakując bramkarza Prestige wpadła do bramki. Po tym trafieniu zawodnicy
Incognito chyba przedwcześnie uwierzyli, że jest już po meczu i zupełnie oddali inicjatywę
swoim rywalom. Ci natomiast nie zamierzali tego prezentu zmarnować i już po dwóch
minutach na listę strzelców wpisał się Mateusz Pasek. W 33 minucie swoją drugą bramkę
w meczu zdobył zaś Tomek Terpiłowski i przewaga gości stopniała już tylko do jednej bramki.
Adrian Szubierajski głośno mobilizował swoich kolegów do większego wysiłku gdyż wiedział, że
jego zespół na własne życzenie może za chwilę stracić trzecie miejsce w lidze.
Jego obawy potwierdziły się w 36 minucie gdy wyrównującą bramkę zdobył Maksym Domański.
Radość gospodarzy przeplatała się z niedowierzaniem gości, którzy pobudzani przez Adriana
Szubierajskiego postawili wszystko na jedną kartę i rzucili się do ataku.
W 37 minucie dogodną okazję miał Mariusz Kwiatkowski, ale jego strzał zatrzymał golkiper Prestige.
Na minutę przed końcem meczu na rozpaczliwe uderzenie zdecydował się Marcin Sarnacki i zina
znalazła drogę do bramki! Incognito zapewniło sobie komplet punktów rzutem na taśmę praktycznie
w ostatniej akcji meczu. Bramka Sarnackiego sprawiła, że drużyna Sebastiana Puławskiego jest
na prostej drodze po brąz w MLF.

Zawodnik meczu: Adrian Szubierajski (Incognito)

Oprócz bardzo dobrej gry na uwagę zasługuje jego wola zwycięstwa. To on w ciężkim dla Incognito momencie
mobilizował do walki resztę zespołu i sam wziął na siebie ciężar gry.

Prestige:

Domański 15, 36
Terpiłowski 24, 33
Pasek 30

Incognito:

Ryński K. 9
Woźniak 10
Kwiatkowski 17
Szubierajski 20, 28
Sarnacki 39

*

Kanonierzy – AGD Marking Słupno 5:11

W obliczu kolejnego zwycięstwa Niespodzianki drużyna ze Słupna nie mogła pozwolić sobie w tym momencie na żadną stratę punktów. Nawet remis w tym przypadku sprawiłby, że ostatnia kolejka byłaby tylko formalnością a tytuł mistrzowski powędrowałby do zespołu, w którym występują Damian Pacuszka i Michał Trzaskoma. Zawodnicy Marcina Wyszyńskiego doskonale zdawali sobie zatem sprawę, że ten mecz muszą po prostu wygrać. A Kanonierzy zdecydowanie ułatwili im to zadanie już na starcie. W składzie ekipy Mateusza Grochowskiego próżno było szukać nie tylko bramkarza, ale przede wszystkim Karola Kupisińskiego, Łukasza Lewandowskiego i Daniela Bogusza. Fani Arsenalu musieli poradzić sobie bez nich i dodatkowo zmierzyć się ze swoją wytrzymałością gdyż przyszło im grać bez zmian przez pełne 40 minut.
Goście idealnie rozpoczęli to spotkanie ponieważ już w 2 minucie piłkę do własnej bramki skierował niefortunnie Darek Szymanowicz. Po chwili przed szansą stanął Michał Odzimek, ale jego strzał zablokował w ostatniej chwili kryjący go Łukasz Grochowski. Kanonierzy do wyrównania doprowadzili w 7 minucie po precyzyjnym uderzeniu Bartka Krajewskiego. Radość gospodarzy szybko zepsuli jednak Konrad Jezierski z Danielem Gierą, którzy minutę później zdobyli po bramce dla swojej drużyny. Chwilę później idealną okazją do złapania kontaktu zmarnował Mateusz Grochowski, który zbyt długo zwlekał z oddaniem strzału i ostatecznie Piotrek Kowalczyk wybił mu piłkę. Niewykorzystana sytuacja przez kapitana Kanonierów zemściła się w 11 minucie gdy najpierw do siatki trafił Michał Odzimek a po chwili to samo uczynił Daniel Giera. I choć mogło być 2:3 to momentalnie zrobiło się 1:5 i ekipa ze Słupna była już co raz bardziej spokojna o końcowy rezultat. Gra AGD również zrobiła się o wiele spokojniejsza jakby zawodnicy chcieli odnieść zwycięstwo przy jak najmniejszym nakładzie sił. Sytuacji z jednej i drugiej strony było jak na lekarstwo. Dopiero na minutę przed końcem pierwszej odsłony mocnym uderzeniem na bramkę popisał się Łukasz Grochowski i Piotrek Kowalczyk musiał wyciągnąć ją z siatki. Wynik 2:5 nie przekreślał jeszcze szans Kanonierów na dogonienie rywala, ale wszyscy zdawali sobie sprawę, że graniczyłoby to z cudem.
Ale drugą odsłonę o dziwo lepiej rozpoczęli właśnie gospodarze, którzy za sprawą Przemka Maciaszka szybko zdobyli trzecią bramkę. Po chwili drugi raz w meczu szansę na złapanie kontaktu zmarnował Mateusz Grochowski, który będąc sam przed bramkarzem oddał zbyt słaby strzał. A w odpowiedzi ponownie AGD strzela dwie bramki w ciągu jednej minuty. Tym razem najpierw fantastycznym uderzeniem z rzutu wolnego popisał się Bartek Balcer a po chwili swoją drugą bramkę w meczu zdobył Konrad Jezierski. I znowu zamiast 4:5 szybko zrobiło się 3:7 i już chyba nawet sami gospodarze zwątpili, że będą w stanie jeszcze coś w tym spotkaniu ugrać. Wprawdzie na kolejną bramkę Daniela Giera celnie odpowiedział Bartek Krajewski, ale szybka kontra w wykonaniu gości umożliwiła wpisanie się na listę strzelców Michałowi Odzimkowi i ekipa Mateusza Grochowskiego została pozbawiona jakichkolwiek złudzeń. Kanonierów stać było bowiem jeszcze tylko na jeden zryw w 38 minucie gdy do siatki trafił Darek Szymanowicz. Minutę później do protokołu meczowego wpisał się jednak Piotrek Augustyniak a dzieła zniszczenia dopełnił w 40 minucie Daniel Giera. Skończyło się 11:5 dla AGD Marking Słupno i było to ważne dla tego zespołu zwycięstwo, które sprawiło, że w następnej kolejce zobaczymy go w meczu o mistrzostwo MLF. Dopiero ostatnie spotkanie z Niespodzianką udowodni, która z tych drużyn zasłużyła na ostateczny triumf w lidze. AGD żeby wyprzedzić swoich rywali będzie musiało wygrać ten mecz. Niespodziance do końcowego sukcesu wystarczy tylko remis, ale na pewno nikt nie będzie w tej ekipie kalkulował i liczył na podział punktów. Zapowiada się fantastyczne widowisko, które rozpocznie się w najbliższą sobotę o godz. 19:10.

Zawodnik meczu: Daniel Giera (AGD Marking Słupno)

Nie było dla niego straconych piłek a swój dobry występ okrasił zdobyciem 4 bramek. Tym razem to on a nie Michał Odzimek wystąpił w głównej roli tego widowiska.

Kanonierzy:

Krajewski 7, 35
Grochowski Ł. 19
Maciaszek 22
Szymanowicz 38

AGD Marking Słupno:

Samobój. 2
Jezierski 8, 28
Giera 8, 11, 34, 40
Odzimek 11, 35
Balcer 28
Augustyniak 39


RELACJE: MARCIN BOCZOŃ

Komentarze wyłączone

WordPress.org - wdrożenie: ACTIVENET - projektowanie stron internetowych - Warszawa, Marki (zapytań: 48, generowano: 0,548s)